Dyskusje / Gilowska: Oligarchowie są prawdziwi
-
Gilowska: Oligarchowie są prawdziwi | "awe" <awefake...http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=60772
Gilowska: Oligarchowie są prawdziwi
"Spoty reklamowe PiS to prawda. W państwach słabych, takich jak Polska,
oligarchia stanowi zagrożenie" - mówi w wywiadzie dla "Faktu" minister
finansów Zyta Gilowska.
Senat zgodził się na wysoką ulgę prorodzinną, przeciwko której pani
protestowała. Jak się pani podoba takie przedwyborcze rozdawnictwo?
Wiadomo, że przed wyborami politycy i ugrupowania domagają się większych
środków na różne cele, a ministrowie finansów protestują. Bardzo starałam
się, by przedstawiać racje państwowe. Chodzi głównie o nasze członkostwo w
Unii Europejskiej. Pisemnie zobowiązaliśmy się w Brukseli, że zmniejszymy
deficyt finansów publicznych. Spełnienie składanych teraz obietnic może nasz
deficyt powiększyć z pozoru niewiele, raptem może o 6 miliardów złotych. To
około pół punktu procentowego PKB. Tylko że Komisja Europejska uważa
przyrost deficytu tego rzędu za niemal wypowiedzenie wojny. Innymi słowy,
wystarczy, że powiększylibyśmy nasz deficyt o te 6 miliardów, a posypią się
na nas gromy. Może się to skończyć nawet ograniczeniem nam dostępu do
funduszy strukturalnych.
Posłowie nie zdają sobie z tego sprawy?
Chyba nie. Albo udają.
Kto jest gorszy w festiwalu obietnic przedwyborczych - opozycja czy partia
rządząca?
Z obietnicami wychodzą zawsze populiści. Najbardziej zdziwiło mnie, że w
ostatniej fazie trwania parlamentu V kadencji właśnie oni nadawali ton. Sami
by się ze swoimi pomysłami nie przebili, ale dostali poparcie największej
partii opozycyjnej.
Tyle że takie sytuacje są w demokracji nie do uniknięcia.
A czy ja rwę szaty? Ale obawiam się groźby utraty na przykład 20 miliardów
euro w perspektywie 2007-2013.
Może należałoby wprowadzić konstytucyjne ograniczenie, mówiące, że cztery
miesiące przed wyborami Sejm nie ma prawa podejmować żadnych decyzji,
łączących się ze zwiększeniem deficytu?
Takich ograniczeń nie ma w konstytucji żadnego państwa na świecie.
Moglibyśmy zacząć skromniej - od wzmocnienia pozycji ministra finansów,
szczególnie przy ustalaniu budżetu. W żadnym państwie Unii Europejskiej
pozycja szefa resortu finansów nie jest tak słaba jak w Polsce.
Pomówmy o polityce. Jak się pani czuje jako jedna z twarzy kampanii PiS?
Jestem tą twarzą od prawie dwóch lat. A kampania wyborcza trwa w Polsce już
piąty rok z rzędu.
Ale członkiem PiS pani nie jest. Wstąpi pani do tej partii?
Nie mam takich planów.
Mam wrażenie, że osoby, przejęte przez PiS.
Błędne postawienie sprawy - mnie nikt nie przejął. Platformę opuściłam sama
w maju 2005 roku i do stycznia 2006 roku byłam poza polityką.
W takim razie zapytam inaczej. PiS eksponuje szczególnie dwie postacie:
panią i profesora Religę, który kiedyś wsparł kampanię prezydencką Donalda
Tuska. Czy nie czuje się pani swego rodzaju egzemplarzem pokazowym?
Te osoby nie są eksponowane dlatego, że kiedyś były jakoś związane z
Platformą, ale dlatego, że są nieźle ocenianymi ministrami. Ja mam
40-procentowy poziom zaufania społecznego, co chyba nie przytrafiło się
wcześniej żadnemu ministrowi finansów, bo oni zwykle budzą żywiołową i
szczerą niechęć.
Czy będzie pani ponownie ministrem finansów, jeżeli wybory wygra PiS?
Mogę powiedzieć tylko tyle: jeśli rząd będzie formował Jarosław Kaczyński,
to zapewne będę w nim wicepremierem i ministrem finansów.
A gdyby PiS znalazł się w koalicji z Platformą, czy byłaby pani w stanie
odnaleźć się w rządzie ze swoimi dawnymi partyjnymi kolegami?
Zdaję się na talent polityczny Jarosława Kaczyńskiego.
Jak się pani podoba retoryka, która jest używana w tej kampanii? Na przykład
czarne billboardy PO.
Z tymi billboardami mam pewien problem, ponieważ sądziłam, że to są jakieś
ponure ostrzeżenia przed wypadkami drogowymi. Teraz, gdy już wiem, o co
chodzi, mogę powiedzieć, że to kiepski pomysł.
A przemówienie Lecha Kaczyńskiego, gdy powiedział, że Polska ma być nie dla
bogatych? Nie obawia się pani, że taki ton spowoduje wzrost napięć i
"pokrzywdzeni" zwrócą się przeciwko zamożniejszym od siebie, nawet jeśli ci
ostatni doszli do swoich majątków uczciwie?
Chce pan powiedzieć, że wybuchną rabacje, takie jak w połowie XIX wieku w
Galicji? Tamten wybuch był sprowokowany przez Austriaków i odbywał się za
austriackie pieniądze. To było sztuczne, a Polacy nie mają skłonności do
rewolt. W ogóle się tego nie obawiam.
Czy mamy w Polsce oligarchię?
Oczywiście, że mamy oligarchię finansową. Taka jest w każdym państwie, tym
elegantsza, im bardziej rozwinięta i ustabilizowana demokracja.
Czy istnienie takiej oligarchii jest faktycznie czymś tak patologicznym, jak
to pokazuje Jarosław Kaczyński?
Istnienie oligarchii nie ma prostych konsekwencji moralnych, tak jest świat
skonstruowany, że "złoto ciągnie do złota". Chyba że oligarchia nadaje ton w
państwach niedemokratycznych albo próbuje nadawać ton w krajach o słabych i
nieustabilizowanych strukturach.
My się zaliczamy do grupy krajów o słabych strukturach?
Tak. Czego najlepszym przykładem są zdarzenia z ostatnich tygodni. Oglądając
filmy, które pokazała w sprawie Kaczmarka prokuratura, byłam zdumiona, że
minister spraw wewnętrznych i administracji, w normalnym, demokratycznym
państwie jeden z najpotężniejszych ludzi, wydeptuje przez ponad dziesięć
minut korytarz hotelowy w oczekiwaniu, że ktoś mu otworzy drzwi. A ochronę
odesłał, żeby nie była świadkiem tej żenady. Nie sposób sobie wyobrazić
prostszego dowodu na słabość państwa.
Czyli reklamówka PiS ze słowami "mordo, ty moja!".
. jest bardzo dobra. I pokazuje prawdę.
Co byłoby dla pani najważniejsze, gdyby została pani ponownie szefem resortu
finansów?
Przyszłam do polityki ze względu na reformę finansów publicznych. Więc ten
projekt, którym zajmuję się od 13 lat, byłby dla mnie priorytetowy.
W mijającej kadencji się nie udało.
To prawda. To mnie prowadzi do dość pesymistycznych refleksji. Nie chciałam
być politykiem. Bardzo aktywnie zakładałam w Polsce samorząd terytorialny,
ale byłam naukowcem. W drugiej połowie lat 90. zrobiłam w naukach
ekonomicznych chyba jedną z najżwawszych karier w kraju. Sfinalizowałam to
profesurą belwederską, członkostwem w Komitecie Nauk Ekonomicznych PAN i
prawie 300 publikacjami. Naskładałam wiedzy - bo tak się złożyło, że nie
zajmowałam się muszkami owocówkami, tylko finansami publicznymi - która
domagała się pilnego zastosowania. Dlatego zaakceptowałam ofertę PO startu
do Sejmu, bo sądziłam, że to dobre miejsce dla tej wiedzy. Okazało się, że
jest inaczej, więc po przerwie doszłam do wniosku, że w takim razie rząd. I
z pozycji rządowej próbowałam przeforsować odpowiednie rozwiązania. I to też
się nie udało. Zastanawiam się zatem, czy trudności, jakie napotykam,
starając się doprowadzić do modernizacji finansów państwa, nie są także
efektem nieprzygotowania polskiej polityki do współpracy z takimi
przypadkami jak mój.
Środowisko naukowe uznało, że je porzuciłam, a środowisko polityczne mi nie
zaufało. Jednocześnie obydwa te środowiska nieustannie domagały się - i
domagają się nadal - aby do polityki szli ludzie przygotowani. Ale mnie
przeganiali wszelkimi dostępnymi metodami, z oszczerstwami włącznie. Może w
takim razie my wcale nie chcemy zmieniać ani polityki, ani naszego państwa?
Może odpowiada nam ten mocno średni poziom, który reprezentuje większość
ludzi, obecnych w polityce.
To brzmi jak świadectwo rozczarowania.
To jest świadectwo rozczarowania. Ale rozczarowanie nie może być zasadą
organizującą nasze życie, bo wtedy popada się w depresję.
Czy dzisiaj, gdy zbliżają się wybory, może pani powiedzieć, że jest pani
zadowolona z tego, że pani polityczny los potoczył się tak, jak się
potoczył?
Sporo racji jest w przysłowiu, że "nie ma tego złego, co by na dobre nie
wyszło". Okazałam się silna i w trudnych okolicznościach zdołałam
przeforsować parę pożytecznych rzeczy. Więc mam jakieś powody do
zadowolenia.
-
Re: Gilowska: Oligarchowie są prawdziwi | "Alex" <parus...
Użytkownik "awe"news:fcqkbv$h2$1...
> http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=60772
>
>Tylko że Komisja Europejska uważa
> przyrost deficytu tego rzędu za niemal wypowiedzenie wojny. Innymi słowy,
> wystarczy, że powiększylibyśmy nasz deficyt o te 6 miliardów, a posypią
się
> na nas gromy. Może się to skończyć nawet ograniczeniem nam dostępu do
> funduszy strukturalnych.
>
Czy moze nas spotkac cos lepszego?
Bedziemy w Shengen i okaze sie, ze UE nic nam nie daje, a tylko zada
i wymaga.
Wystarczy wtedy z niej zrezygnowac i funkcjonowac jak Norwegia czy
Szwajcaria.
Oczywiscie bedac sygnotariuszem Shengen.
Nikt nie daje pieniedzy za darmo.
Jesli ktos placi, to uwaza, ze dostanie za swoje pieniadze wiecej niz sa
warte.
Podobnie polskie (nie)rzady uwazaly, ze ponoszac koszty traktatu
przedakcesyjnego, a pozniej skladki czlonkowskiej i traktatu
akcesyjnego dostana wiecej niz dadza.
Alex
Podobne
- [spam] [sprzedam] Trampka 600 Hejka Po zakupie bielizny trampek stoi i sie kurzy, no to moze ktos go kupi ? :) Cena 4,8kpln do negocjacji :) Poniżej przedstawiam kilka faktów z życia trampka. Uszkodzenia sa w opisane ponizej, motocykl jezdzi i poza...
- Kobieta w akcji
- DO SYLI I ...
- Sprzedam przepis na pizze z Pizza Hut i KFC
- piekarnik - chłodzenie obudowy