Dyskusje / Gra-kolorów
-
Gra-kolorów | "Filozof" <mdm-33..."Psychologiczny szkic determinizmu dialektycznego, czyli
strach dysydenta"
Czy kolory biały i czarny "boją się" wzajemnie? Otóż nic bardziej błędnego
nie może kryć się w powyższym pytaniu, ponieważ są one na tyle wyraziste, że
wady jednego uwypuklają zalety drugiego. Inaczej jest w przypadku odcienia
szarego, gdyż jest on nijaki - szmata też jest szara i nijaka. Kolory biały
i czarny to aktorzy uprawiający, w zależności od bieżącej koniunktury,
perwersyjną grę kata i ofiary. Bowiem, albo oni nas albo my ich. Tylko kim
jesteśmy "my" oraz kim są "oni", tego celowo nikt nie chce do końca
wyjaśnić, ponieważ odebrałby on w ten sposób tak, w końcu, lubieżną
satysfakcję z chwilowego zwycięstwa, jakim jest status strony pokonanej.
Może sam chciałby nią być? Co więcej, jeśliby w ten sposób naruszył tabu
bycia zwyciężonym, to dla obu graczy stałby się śmiertelnym wrogiem, którego
należałoby unicestwić. Gra w wiktimologię może niekiedy przynosić określone
korzyści obu stronom. Naruszający tabu odsłania w ten sposób tajemnice
"politycznej alkowy", w której dzieją się obsceniczne orgie, ale małżeństwo
sprawia pozór znajdowania się najmniej w stanie separacji. Stąd, zarówno
stary ortodoks (patron) jak i neofita-fanatyk (często jest nim dysydent), to
eksponaty zboczenia zasłanianego "różowymi firankami" pod nazwą "poprawności
politycznej".
Pejzaż dewiacji poprawności politycznej.
Gdzieś pomiędzy "politycznym łóżkiem" a salonem, tonącym w rzęsistym
świetle jupiterów oraz upstrzonym lasem mikrofonów i kamer telewizyjnych,
przemyka się świadek orgii podszeptując "z życzliwością" tym i owym, że
państwo domu to robiący wszystko "... inaczej". Łącznie z tym, że grę
wstępną zaczyna pani domu, choć w świat idzie, że to akurat małżonek.
Przemykający się świadek orgii, to dysydent, który właśnie narusza tabu
chroniące status quo poprawności politycznej. Skąd on się tam wziął, pytają
przedstawiciele mediów, skoro przy drzwiach do sypialni dokładnie sprawdzono
wszystkich do niej wchodzących? Ano stąd, że "polityczne łóżko" to wielu.
Zawsze się zatem znajdzie choćby jeden niezadowolony, który (w chwili złości
i rozmyślnie bądź przez nieuwagę) zerwie poprawnie polityczną omertę
skazując się na karę "śmierci". Przez fizyczne unicestwienie? Błąd!
Najlepsza jest śmierć cywilna, towarzyska, ekspulsja z wpływów, lub też
zwyczajnie zrobienie zeń wielbłąda. Najlepsza, albowiem ta najbardziej boli
osobę na nią skazaną, zaś jest dostateczną przestrogą dla innych chcących
postąpić w ten sam sposób.
Socjotechnikę "śmierci" cywilnej, towarzyskiej oraz kreacji wielbłąda
ukazuje następujący mechanizm. Większość społeczeństwa (w tym również
nieomal każda jednostka z osobna) jest przekonana o swojej "normalności".
Pisane jest w cudzysłowiu ponieważ nie została, jak do tej pory, opracowana
jakakolwiek obiektywna miara tego, co jest "normalne" a co nie. Przyjmuje
się zgodnie z powszechnie obowiązującym zwyczajem określone zachowania jako
normalne inne zaś podlegają etykietowaniu. Jednak niezależnie od tego, że
większość zachowań społecznych jest "normalna" (a zatem powszechnie
akceptowana) występują inne, których charakter odbiega od ogólnie przyjętego
standardu. Takie zachowania nazywane są dewiacyjnymi. Przy czym o istnieniu
(lub braku) zachowań (lub "charakterystycznych" cech jednostki) uznanych za
dewiacyjne decyduje ogół społeczny. Bowiem to nie jednostka zakreśla to,
czym jest tabu odpowiednich zachowań lub (cech "charakterystycznych"), ale
jest to wynikiem odpowiedniego "etykietowania" przez resztę społeczeństwa.
Uznanie kogoś za dewianta następuje w wyniku linczu dokonanego na jego
osobie, który odziera ją z intymności polegającej na zachowaniu inności od
reszty społeczeństwa. Szczególnie dotyczy to jednostek wrażliwych, które
przywiązują do swej inności szczególne znaczenie. Inaczej jest w przypadku
jednostek uprawiających jawny ekshibicjonizm, ponieważ te świadomie
naruszają tabu powszechnie obowiązujących norm społecznych. Odarcie, w
formie linczu, z inności jednostki nie jest skuteczniejsze w przypadku cech
fizycznych takiego podmiotu, takie działanie jest zaledwie formą jawnej
dyskryminacji (np. ze względu na: rasę, płeć, wiek, kolor skóry lub
sprawność fizyczną), aniżeli w odniesieniu do jego cech intelektualnych,
osobowościowych lub szerzej społecznych (np. pozycji zawodowej, ról
społecznych, wyznania, światopoglądu itp.) Osoba garbiąca się może w takim
przypadku bronić się wadą postawy, która w żaden sposób nie może ją
dyskwalifikować z udziału w życiu społecznym. Inaczej jest w przypadku
kogoś, czyją inność eksponuje się w kategoriach dewiacji poza-fizycznych,
bowiem nie może ona udowadniać, że imputowane jej cechy "charakterystyczne"
nie mają wydźwięku wrogiego reszcie społeczeństwa. Jedynym wyjątkiem może
być tutaj fakt stosowania własnych (odmiennych) norm wewnętrznych, które
ewidentnie zagrażają ruchowi publicznemu. Poruszanie się bowiem pod prąd
jednostki, nie akceptującej powszechnie akceptowanego kierunku ruchu, jest
wówczas ewidentnie niebezpieczny, nawet jeśli wynika to z własnego poczucia
odmienności. Oczywiście jest to poważne wykroczenie i, jako takie
podlegające napiętnowaniu zakończone karą słuszną (co do czego nie ma
wątpliwości).
Jeśli jednak jednostka nie zagraża ogółowi, zaś jej zachowania nie mieszczą
się w powszechnie obowiązującym kanonie (lub są w jakiś sposób wbrew
interesom grupy lub grup interesów), to wówczas uruchamiana jest olbrzymia
siła propagandowa (wspomagana "autorytetami" będącymi niekiedy szczególnie
związanymi dbałością o "przyzwoitość publiczną" w wyniku popełnionych
wcześniej dyskredytujących ich nieprawości) mająca na celu wskazanie na
takie cechy jednostki, które nie będąc odnosząc się do "naruszonego" przez
nią kanonu mają zdeprecjonować ją w oczach opinii publicznej. Nie trafia się
wówczas w sedno sprawy, lecz tworzy się przyczynę poboczną mającą
zdezawuować taką jednostkę w społeczeństwie. Idealnym adresatem takich
działań jest wówczas grupa osób najbliższych (rodzina, przyjaciele) tej
jednostki lub tych, od których zależy jej los (np. pracodawca, kredytodawca
itp.) W machinie propagandowej kreuje się jednak pozorne przekonanie o tym,
że działania wymierzone przeciwko tej jednostce maja na celu ochronę właśnie
grupy (lub grup) społecznych, do której należy taka jednostka. Zasadniczym
wówczas celem jest wykorzenienie jej z dotychczasowego środowiska, które
uczynione jest przez jego członków. Dalej następuje otwarty atak na postawy
takiej jednostki, które dotyczą wąskich interesów określonej grupy (lub
grup). Wówczas taka jednostka jest pozbawiona naturalnego środowiska, które
mogłoby ją obronić i stanowić dla niej schronienie. Siła machiny
propagandowej skutkuje wówczas z mocą zmultiplikowaną, ponieważ nie tylko
grupa (lub grupy) interesów "udowodniła" takiej jednostce imputowane jej
"przestępstwo", lecz "fakt" ów został przyjęty i zaakceptowany przez jej
naturalne środowisko, które usprawiedliwia wówczas porzucenie jej
"przekonaniem" o tym, że jej "szkodliwość" była mu wówczas nieznana. A zatem
ukrywanie tej "szkodliwości" przez tą jednostkę było aktem nielojalności
(graniczącej ze zdradą), która została wreszcie ukazana i, tym samym
nastąpiło uchronienie reszty członków naturalnego środowiska, sprawcy tak
niemoralnego czynu, przed jego negatywnym wpływem na resztę członków.
Finalnie zadający "śmierć" cywilną, towarzyską bądź kreujący z ofiary
wielbłąda uzyskuje określony efekt wtedy, kiedy naturalne środowisko takiej
ofiary wyraża jemu wdzięczność za pomoc w "odkryciu" zdrajcy (bądź
odczepieńca) w tym środowisku.
Poprawnie polityczna omerta polega na działaniu zgodnym z chemicznym prawem
neutralizowania odczynu zasadowego (w tym i w pryncypiach) zalewem kwaśnym
(jak to znajomo brzmi). Efektem tego jest mdle obła substancja o kształcie
"filozofii rury" (czyli materializm dialektyczny zlany z determinizmem
historycznym) tworząca ersatz determinizmu dialektycznego. Mistrzowsko
ersatz ten jest wtłaczany w umysły i sumienia ludzkie przez absolwentów
robiących karierę w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, innych
junackich uczelniach lub różnych wydziałach społecznych sprzed 1989 r.
Prawda zawarta w prawie (zdawałoby się, że dająca nadzieję absolutnej
słuszności dochodzenia racji) znaczy, zgodnie z duchem ojców rewolucji,
wyłącznie tyle, ile konieczne jest to do zachowania spójności powyższego
ersatzu.
Wykuwanie dysydenta
Ortodoks (patron) i neofita-fanatyk (dysydent) doskonale się rozumieją,
ponieważ dla nich erstaz dialektyczny stanowi chleb powszedni nie wymagający
szczególnego rozbioru filozoficznego. Dysydent musi kochać patrona (inna
sprawa, że go nie szanuje) ponieważ ten złudnie zastępuje mu jakikolwiek
autorytet, który nie jest tożsamy z autorytetem (lub autorytetami)
odrzuconym przez tego pierwszego. Autorytet patrona musi być jednak taki
samy, jak ten, który uległ odrzuceniu przez neofitę, to znaczy równie silny.
Negacja starego porządku dokonana przez neofitę wymaga wewnętrznego
oczyszczenia się (aż do stanu auto-wyjałowienia), aby zostać zaakceptowanym
poprzez ceremoniał inicjacji i, w ten sposób uzyskać przynależność do
upragnionej nowej grupy. Stalinowcy doprowadzili auto-ekspiację do
perfekcji, zmuszając do składania samokrytyki, pogrążania bliskich i
przyjaciół ludzi poddanych temu procesowi, zniszczenia moralnego
"kręgosłupa" nakazów i zakazów etycznych będących dotychczasowymi
drogowskazami tych, którzy byli poddawani takiej "obróbce". Warsztat tej
"obróbki" był niezwykle bogaty, lecz jedynym jego "smarem" było uznanie za
słuszne istnienie filozofii determinizmu dialektycznego. Owa filozofia
odwoływała się do najniższego (nieomal instynktownie zwierzęcego) poziomu
potrzeb, w hierarchii Maslowa, jakimi są: zaspokojenie głodu i popędu
seksualnego oraz zapewnienie schronienia. Wartości wyższego rzędu (właściwe
nauce chrześcijańskiej), takie jak: prawda, odwaga cywilna, godność,
szacunek, piękno oraz samorealizacja, jako wybitnie indywidualistyczne, były
bezlitośnie tępione ponieważ zagrażały atawistyczno-stadnym potrzebom
nasycenia się i lepszego życia cudzym kosztem. Fanatyczna obrona, tak
zwanych "ubelisków", czyniona przez gorliwych neofitów-dysydentów, jest w
III RP symbolem zwycięstwa zbydlęcenia determinizmu dialektycznego nad
typowo polskim duchem szlachetności, odwagi cywilnej oraz patriotyzmu. Cechy
te starano się, przez ostatnie pięćdziesiąt lat, zeszmacić, zdyskredytować
oraz prozaicznie sk......... . Kanibalizm materialnej dialektyki uczyniony
na wartościach wyższego rzędu, w ciągu ubiegłego półwiecza, wyrył się
głęboką bruzdą w umysłach i sumieniu ludzkim w takim stopniu, że kupony od
sukcesu indoktrynacji o Polsce jako o Kraju Nadwiślańskim (skoro nie udało
się zeń uczynić kolejnej republiki ZSRR) są odcinane przez starsze
rodzeństwo (ortodoksyjnych patronów wrogich obozowi niepodległościowemu)
dysydentów byłego ustroju. Fanatyczni neofici nie bronią prawdy o tym, że
Polska to państwo inne niż zlepek atawizmów stadnych. Nie czynią tego
ponieważ dla nich oznaczałoby to przyznanie się do dojrzewania do uznania
słuszności popełniania kanibalizmu przez determinizm dialektyczny.
Tyrania ortodoksyjnych-patronów tępiąca indywidualizm potrzebowała
fanatycznych neofitów (będących pozornie z zewnątrz), którzy własnymi rękoma
wprowadzali terror wśród opornych. Stąd, kryminalny terror wyznawców nowej
"wiary" żywił się krwią i krzywdą jednostek niewinnych, ale każdy dysydent
starego porządku był przyjmowany jako godny zinstrumentalizowania. Racja
bytu patrona nie jest legitymizowana poprzez istnienie otwartego wroga
zewnętrznego, lecz w wyniku ciągłego dopływu dysydentów łatwych do
przeistoczenia w żarliwych neofitów. Niekiedy tych ostatnich można
wykształcić we własnych szeregach - stwarzając pozory ich zewnętrznego
pochodzenia. Wróg zewnętrzny jest zaledwie alibi dla trwania reżymu.
Zwykle chęć przynależenia do nowej grupy powstaje z chwilą dostrzeżenia, że
w starej nie można było uzyskiwać takich korzyści jak ci, którzy pierwotnie
ją stworzyli bądź zostało im przekazane przywództwo. Neofita myśli
kategoriami skrzywdzonego młodszego rodzeństwa, które zawsze dostaje po
starszym zużytą odzież, stare zabawki lub subiektywnie gorsze przywileje.
Takie rodzeństwo czuje silną więź emocjonalną ze starszym, ale stara się
zrobić wszystko, aby się od niego szczególnie wyróżnić. Nie chce jednak
przyjąć do świadomości tego, że na przywileje trzeba zasłużyć spełniając
uświęcone odwieczną tradycją wytyczne moralne premiujące uzyskaniem
szacunku. Najczęściej owe starsze rodzeństwo przejmując przywództwo jest
strażnikiem uświęconej tradycji, która nagradza przekonanych do jej
słuszności poprzez wyrażanie jej wpierw szacunku a później oczekiwania na
jakiekolwiek korzyści z niej płynące. Młodsze zaś, jako mniej dojrzałe (oraz
obiektywnie niezdolne do objęcia przywództwa - na fakt infantylizmu),
subiektywnie czując się skrzywdzone kieruje się wobec tego w stronę tych,
którzy stanowią wrogi obóz w stosunku do starszego rodzeństwa szukając w
nich oparcia. Wszelako cenny to nabytek, ponieważ po pierwsze, zna słabe
strony starszego rodzeństwa, a po drugie, łatwo można go zaszantażować
teoretycznym odrzuceniem, a zatem wytworzyć strach przed znalezieniem się na
"ziemi niczyjej". Nikt nie chce być życiowym rozbitkiem. Właśnie ten strach
czyni z neofity dysydentem, o który można mniej dbać ponieważ żyje on w
moralnej pułapce. Nie może się przeciwstawić autorytetowi (patronowi), nie
może też wrócić (na równych prawach) do poprzedniego stadła. Może tylko
wiernie wykonywać rozkazy wiedząc, że jeśli ich nie wykona może zostać
zakwalifikowany do grupy wrogów zewnętrznych.
Dysydent jest w dwójnasób niebezpieczny. Po pierwsze, zna słabe strony obu
obozów. Po drugie, istnieje niebezpieczeństwo, że będąc świadom swojego
moralnego kaca z powodu zdradzenia swojego pierwotnego obozu, w którym się
"urodził" oraz "wychował" (a zatem wiedząc, że jest zwyczajnie etycznym
zerem), może zechcieć zdradzić po raz drugi i trafić do jeszcze innego obozu
wykorzystującego waśnie pomiędzy tymi pierwszymi. Platoniczna miłość
pomiędzy neofitą-fanatykiem a ortodoksem-patronem jest do tego momentu
możliwa, do kiedy obie strony czują korzyści z istniejącego status quo. Jako
jednak miłość nie spełniona może być zawsze zerwana przez obie strony
kontraktu (choć najczęściej przez patrona). Stąd, ortodoks (patron), z
czasem neofita też może zostać ortodoksem jeśli przejmie przywództwo w nowej
grupie, szuka możliwych dróg na stworzenie sobie polisy bezpieczeństwa, nie
przed działaniem obozu przeciwnego, lecz właśnie moralnego zera we własnych
szeregach, jakim jest dysydent-neofita. Drogą do uzyskania odpowiedniej
polisy bezpieczeństwa jest nakazywanie neoficie-dysydentowi wykonywania
zadań, których z przyczyn moralnych (lub czysto praktycznych) nie mógłby się
podjąć stary (oraz stały) członek obozu, do którego przeszedł dysydent. W
ten sposób, autorytet (patron) gromadzi kompromitujące dowody przeciwko
dysydentowi, którymi może go szantażować. Ów szantaż nie jest nigdy
prymitywny (prymitywny jest pierwszy etap przyjmowania do nowej grupy,
zakończony wspomnianą auto-ekspiacją), ponieważ towarzyszy jemu gradacja w
dostępie do przywilejów okupionych wykonaniem najbrudniejszych poleceń przez
dysydenta-neofitę. Zawsze jednak, jako element uniemożliwiający wypełnienie
platonicznej miłości, patron pozostawia w rezerwie inne dodatkowe przywileje
możliwe do osiągnięcia przez neofitę-dysydenta jak tylko on wykona inne
dodatkowe zadania. Katalog takich beneficjów jest wszelako nie kończący się.
Z czasem powstaje, w neoficie, naturalna przesłanka racjonalizowania pełnego
serwilizmu względem nowo-objętej hierarchii autorytetów, która tłumaczy
"kompleks Kaina".
W uzależnieniu (nieomal narkotycznym) neofity-dysydenta od ortodoksa ważne
jest zachowanie niezwykle istotnego pierwiastka pozornej niezależności tego
pierwszego od drugiego. Pozornej ponieważ jest ona jednostronnie sterowana
przez patrona. Dlatego zdradę, "starszego rodzeństwa" przez
fanatycznego-neofitę (dysydenta), strony "kontaktu" patron-dysydent starają
się usilnie ukryć ponieważ będąc zbyt widoczną staje się ona bezużyteczna.
Stąd też, patron nakazuje dysydentowi wtopienie się w grupę pierwotną, w
której neofita musi akcentować swoją (pozorną) wrogość do obozu patrona.
Jednak faktycznie neofita czuje pełną pogardę dla członków nowej grupy
(grupy patrona) i, co więcej stara się dokonać w niej dekompozycji roli
przywódcy. Wie jednak, że jeśli mu się to nie uda, to patron odetnie się od
niego, stąd tym chętniej przyjmuje coraz to nowsze zadania, aby udowodnić
tym samym swoją szczególną lojalność przed mocodawcą. Taka gra trwa aż do
momentu, kiedy na scenie pozostaje trzech aktorów, to znaczy co najmniej dwa
zwalczające się obozy oraz spora grupa dysydentów-neofitów. Przy czym ci
ostatni przenikają oba obozy w równie żarliwym fanatycznie stopniu.
"Męczeństwo" dysydentów.
Pozostanie na scenie ostatnich trzech aktorów prowadzi do wyczerpania
rezerw uzyskania przewagi pomiędzy kolorami czarnym oraz białym, ponieważ
fanatyczni dysydenci nie mogą dostarczyć niczego nowego, co przyczyniłoby
się do osiągnięcia takiej przewagi. Stąd, oba obozy znajdują się w "pułapce
wpływów" (osiągniętych przez dysydentów-neofitów), która wiedzie do pełnego
poznania wszystkich mocnych i słabych stron obu przeciwników. Ów fakt
poznania niweluje jakiekolwiek różnice pomiędzy nimi, lecz faktycznie jest
on znany jedynie stronom sporu. Poprzez dysydentów następuje uzgodnienie nie
ujawniania na zewnątrz tych różnic, które, jeśli jest w pełni zaakceptowane
przez obie strony, może doprowadzić do osiągnięcia "demarkacyjnej linii
wpływów" zapobiegającej powstaniu jakiegokolwiek otwartego wzajemnego
konfliktu. Wówczas jednak konieczne jest zawarcie porozumienia, na mocy
którego dysydenci-neofici zostaną "zneutralizowani", ale według zasady
przydzielenia im ograniczonych koncesji, które nie zagrażałyby zasadniczo
przyjętej "linii demarkacyjnej". Neutralizacja następuje również w wyniku
ujawnienia dysydentom-fanatykom faktu istnienia polis bezpieczeństwa
będących w posiadaniu autorytetów-patronów.
Częścią składową perwersyjnej gry kolorów jest przekonanie (najlepiej mocno
sugestywne) fanatycznych neofitów do usilnego akcentowania swojego
męczeństwa mającego rzekomo wynikać ze zmuszenia do popełnienia zdrady.
Wówczas pozwala się na przekazywanie (za pomocą tub propagandowych
stworzonych przez neofitów-dysydentów, jako elementu ograniczonych koncesji)
treści mających wskazać, że rzeczywistymi ofiarami nie byli ci, przeciwko
którym wymierzona była działalność dysydentów, lecz że ci ostatni byli
jedynie i "faktycznie" skrzywdzeni. Częstokroć jednak rzeczywiście
skrzywdzeni (w wyniku działalności fanatycznych neofitów) nie są obejmowani
uznaniem, ponieważ wskazywałoby to na prawo domagania się zadośćuczynienia
nie tylko u patronów (obozu przeciwnego) ale również u dysydentów, czyli
gorliwych wykonawców poleceń patronów w obozie pokrzywdzonych.
Z czasem jednak, kiedy przywódcy obu obozów zaczynają podważać zawarty
rozejm (w wyniku zagospodarowywania coraz szerszego zakresu wpływów) narasta
konieczność efektywnego rozprzęgnięcia zwornika, jakim jest swobodne
umożliwienie działania fanatycznym dysydentom. Rozprzęgnięcia zwornika, nie
jest na pewno efektem uzyskiwania coraz większych wpływów i korzyści przez
oba obozy, lecz jest nim raczej fakt wiedzy o tym, że fanatyczni dysydenci
posiadają zbyt sporą wiedzę na temat zawartego rozejmu i również
okoliczności, których strony zgodziły się nie ujawniać publicznie.
Mechanizm rozprzęgania jest następujący. Starsze rodzeństwo posiadające
wiedzę o tym, że patroni neofitów-dysydentów dysponują dowodami przeciwko
niemu, przekonuje, aby (jako element odkupienia winy zdrady) ci ostatni
nagłaśniali niewygodne fakty o obozie przeciwnym. Jednak zanim zostanie to
uczynione, to ujawniany jest fakt posiadania kompromitujących dowodów
przeciwko rodzeństwu młodszemu temu ostatniemu i jednocześnie wyrażana jest
sugestia możliwej owocnej z nim współpracy w przyszłości. Pamiętać należy,
że rodzeństwo młodsze dokonało pierwotnej zdrady (stając się fanatycznym
neofitą-dysydentem w obozie przeciwnym) z powodów wyłącznie materialnych
(odzież, zabawki, przywileje itp.), a zatem znajdując się w pułapce
polegającej na tym, że rodzeństwo starsze wie o fakcie zdrady, musi
zaakceptować to, że przyzwyczajenie do osiągniętego (w obozie przeciwnym)
poziomu życia jest cenniejsze aniżeli przyzwoite przyznanie się do winy. To
jest właśnie praprzyczyną etyczno-moralnej karłowatości fanatycznego
neofity. Jako taka staje się ona niewygodna dla ortodoksyjnego jego patrona,
który uznaje, że jego interesy mogą być zagrożone z chwilą podważania
zawartego rozejmu. Z resztą w ciągu całego okresu współpracy z nim,
fanatyczny dysydent jest traktowany jako ciało obce, bezideowe. Konieczne
jest zatem jego odrzucenie.
Chwila odrzucenia jest idealnym momentem dla rodzeństwa starszego, które "z
ojcowską wyrozumiałością" przyjmuje na łono swojego obozu "powracającego"
dysydenta i jednocześnie z rozmysłem "otacza" go "opiekuńczym ramieniem".
Temu ma służyć stworzenie możliwości uzyskiwania określonych korzyści
materialnych zawarowanych wykonywaniem zleceń mających na celu
zdyskredytowanie obozu przeciwnego. Fanatyzm dysydenta jest w związku z tym
spożytkowany po raz drugi, lecz tym razem następuje pełne moralno-etyczne
wyjałowienie osobowości tego neofity. W istocie staje się on nim po raz
drugi. Jednakże z tą chwilą ulega trwałemu zakotwiczeniu (bliskiemu
ubezwłasnowolnienia) w obozie starszego rodzeństwa, ponieważ wie, że obóz
dawnych patronów traktuje go jako zdrajcę i tam nie ma powrotu. W łonie
obozu starszego rodzeństwa musi zatem powtórny neofita-dysydent przejść
kolejny etap samo-oczyszczenia, wywołujący (lub utrwalający) przekonanie o
pełnej słuszności postawie serwilizmu tłumaczonej względami materialno- oraz
historyczno- dialektycznymi. To dla starszego rodzeństwa jest jednak
niewystarczające, ponieważ zapewnienia młodszego o pełnej lojalności nic
wówczas nie znaczą. Jedynie co może przekonać starsze rodzeństwo do
użytkowej wartości re-neofity, to czyny, które mają związek z
dyskredytowaniem obozu niegdysiejszych patronów tego ostatniego.
Z początku re-neofita wzbrania się przed takimi działaniami, ale jest to
opór krótkotrwały. Otóż jest on na rękę starszemu rodzeństwu, albowiem w ten
sposób może udowadniać, że jego pozycja jest tym bardziej legitymizowana w
im większym stopniu następuje przemiana wewnętrzna dysydenta wspierającego
wcześniej obóz przeciwny. Krótkotrwałość oporu re-neofity wynika stąd, że
rodzeństwo starsze nakazuje moralnie-etycznemu zeru zre-edukowanego neofity,
aby ten ostatni zaczął przynosić owoce powrotu do starego obozu i,
jednocześnie zapobiegł ujawnieniu cichego kontraktu wewnętrznego
polegającego na wykorzystaniu dyskredytującej obóz przeciwny wiedzy będącej
w posiadaniu dysydenta w zamian za nie poniesienie kary za pierwotną zdradę.
Z drugiej jednak strony, starsze rodzeństwo zaczyna powoli dozować (z
początku mniej istotne) korzyści, które trafiając na grunt dialektycznie
materialny fanatyka-dysydenta rozluźniają w pełni jakiekolwiek moralne
hamulce. W dalszym ciągu ten ostatni usilnie stara się indoktrynować za
pomocą własnych tub propagandowych (np. wielkonakładowych gazet,
zaprzyjaźnionych tygodników oraz sieci radiowych i telewizyjnych), że był
oraz jest jedyną ofiarą perwersyjnej gry kolorów. Prowadzi wobec tego
obsesyjnie nasiloną propagandę społeczną wykorzystującą techniki, tak
zwanego "prania mózgów", która ma na celu po pierwsze, ukazanie
"ewidentnego" braku jakichkolwiek innych ofiar, a po drugie, jeśli już
takowe istnieją, to ich znaczenie jest pod każdym innych względem
nieistotne. Wie oczywiście, że osłabienie przez niego czujności względem
poczynań dyskredytowanego obozu może spowodować sankcje w postaci, po
pierwsze, ograniczenia wpływów materialnych i, po drugie, kontrolowanego
ujawniania faktów dla niego niewygodnych przez rodzeństwo starsze.
Pełna racjonalizacja serwilizmu względem rodzeństwa starszego następuje w
re-neoficie w momencie udzielenia temu pierwszemu jednoznacznego publicznego
poparcia dla jego działań nieetycznych (polegających na ewidentnym zerwaniu
umowy z obozem przeciwnym). Re-neofita uznaje wtedy, że racje materialne
(stanowiące dla niego podstawę dialektyki deterministycznej) są godne
najwyższego uznania, która to przesłanka jest wzmacniana absolutnym
uzależnieniem od wpływów posiadanych przez starsze rodzeństwo oraz możliwych
do korzystania z nich. Etyczno-moralna nijakość re-neofity (fanatycznego
dysydenta) prezentuje pogląd, że względność świata zmusza do dokonywania
wyborów słusznych z materialnego punktu widzenia, zaś istnienie
jakiejkolwiek przyzwoitości to relikt przeszłości niewarty jakiejkolwiek
uwagi. Dlatego obłość re-neofity, przypominająca kształtem "filozofię rury",
jest według niego cnotą niwelującą jakiekolwiek działanie zmierzające do
naruszenia status quo jego starszego rodzeństwa. Ujawnienie tej przesłanki
jest dla dysydenta (fanatycznego re-neofity) powodem śmiertelnego strachu z
uczestniczenia w perwersyjnej grze kolorów.
-
Re: Gra-kolorów | "matusm" <matusm...
Użytkownik "Filozof"news:elpffk$n4r$1...
> "Psychologiczny szkic determinizmu dialektycznego, czyli
> strach dysydenta"
>
To tak na skroty wprost do umyslu jezeli takowy posiada
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
--
Sluzba Bezpieczenstwa moze i powinna kreowac rozne stowarzyszenia, kluby czy
nawet partie polityczne. Ma za zadanie gleboko infiltrowac istniejace gremia
kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewodzkim, a takze
na szczeblach podstawowych, musza byc one przez nas operacyjnie opanowane.
Musimy zapewnic operacyjne mozliwosci oddzialywania na te organizacje,
kreowania ich dzialalnosci i kierowania ich polityka." --Czeslaw Kiszczak,
luty 1989 roku z posiedzenia kierownictwa MSW -------------
Pozdrowienia
matusm
Podobne
- mieszkanie w autobusie Rosnące ceny mieszkań przy jednoczesnym braku wzrostu wynagrodzeń w IV RP powodują, że nie stać mnie na własne miejsce do mieszkania. W związku z tym wpadłem na pomysł zamieszkania w autobusie. Mam zamiar kupić np ...
- AFRYKANSKA GRA TECZKAMI
- Zapytanie o prowadzenie "Pokoi gościnnych"
- Kosmetyki AVON taniej nawet o 40%!
- powietrze z piwnicy