Dyskusje / Jak kupiłem "m" spółdzielcze bez agencji [długie]

  • Jak kupiłem "m" spółdzielcze bez agencji [długie] | "Maniek" <maciek.drozd...
    [ Mam nadzieję, że mój opis pomoże komuś tak zagubionemu jak ja byłem
    na początku tej drogi. Informacje o cenach są orientacyjne, również
    szczegółowe wymagania dotyczące zaświadczeń i druków mogą być nieco
    inne niż w moim przypadku. Wszystko zależy od stanu prawnego
    kupowanego lokalu, zachcianek banku i przepisów (wszystko płynie). ]

    grupa pl.rec.dom jest pierwotnym źródłem tego tekstu. Proszę nie
    powielać bez podania źródła i autora "Maniek"


    Poszukiwania
    Jest wiele osób zainteresowanych kupnem, więc wyszukiwaniu
    pojawiających się ofert należy poświęcić sporo czasu. Najbardziej
    aktualne są oferty pojawiające się w serwisach internetowych - ich
    gazetowe odpowiedniki chyba już w momencie druku bywają nieaktualne.
    My sprawdzaliśmy ,,co piszczy w internecie" nawet co godzinę.

    Jest
    Umawiamy się, oglądamy, dziękujemy, ,,do widzenia". Następnego dnia
    targujemy i szybciutko umowa przedwstępna (bez notariusza), koniecznie
    do tego okazanie aktu własności (np. notarialny), zaświadczenia ze
    spółdzielni o niezaleganiu z opłatami i drugiego o prawie do lokalu i
    braku przeciwwskazań do założenia księgi wieczystej. Do umowy dajemy
    zadatek.

    Bank
    Kto dziś kupuje za gotówkę? Nawet jeśli masz górę pieniędzy to chyba
    lepiej można je zainwestować i z inwestycji spłacać kredyt. Ja nie
    miałem.
    Z umową przedwstępną biegiem do banków. Licytacja, który da więcej,
    który da taniej... Bank chce papierów, podpisów, zaświadczeń. Wszystko
    to trwa i nie należy dawać wiary bankowi, który obiecuje załatwić
    kredyt w tydzień (chyba, że siostra rodzona jest prezesem). W momencie
    podpisania umowy trzeba zapłacić w skarbówce stosowny podatek od samej
    umowy (a nie od kredytu). Bez potwierdzenia wpłaty podatku bank nie da
    nam kredytu. Podatek jest śmiesznie mały (koło 20zł) natomiast kara
    za spóźnienie w zapłacie jest dotkliwa (200zł). Każdy bank może chcieć
    trochę innych papierów od nas, warto pytać 10 razy co jest potrzebne.

    Umowa
    Jak już jest promesa banku lub umowa o kredyt to umawiamy się ze
    sprzedawcą do notariusza. Muszą się stawić wszyscy właściciele
    (sprzedający) i wszyscy nabywcy z dokumentami tożsamości, z
    dokumentami własności, umową o przyznanie kredytu. Warto sprawdzić,
    który notariusz ile kasuje, są elementy stałe opłat i elementy zależne
    od ,,widzimisie" notariusza w ramach tzw. widełek cenowych. Za każdy
    odpis aktu płaciłem 60zł i dałem się naciągnąć bo potem okazało się,
    że bank nie chciał oryginału (robił sobie ksero) i wszystkim nabywcom
    (ja i żona) też wystarczy jeden odpis. Z jednej strony 60zł wobec
    prawie 7000zł zostawionych u notariusza to pestka, z drugiej strony za
    60zł kupię kratę piwa i mam na miesiąc.

    Hipoteka
    My wybieramy wariant najtańszy, u notariusza podpisujemy tylko umowę a
    założenie księgi wieczystej i wpisu banku na hipotekę załatwiamy sami
    w sądzie. Opłata za złożenie tych dwóch wniosków w sądzie jest niemała
    (koło 300zł) ale odpada honorarium dla notariusza (też około 300zł).
    Nie zarabiam 300zł dziennie więc opłaca mi się pojeździć rowerem i
    pozałatwiać takie sprawy. Wniosek o założenie KW wziąłem z internetu a
    wniosek o wpis hipoteki (odpowiednio wypełniony) dał mi bank. Co tam
    jeszcze trzeba złożyć powie miła pani przez telefon w sądzie
    ,,wieczystoksięgowym".

    Bank
    Z potwierdzeniem z sądu i aktem notarialnym pędem do banku żeby
    uruchomić kredyt. Z ,,niekumatości" pracowników lub celowo bank lubi
    ,,jechać po bandzie" i gdyby nie moja upierdliwość i ciągłe sprawdzanie
    ,,jak tam wypłata kredytu, panie Zbyszku" to bank by nie wysłał kredytu
    sprzedawcy w danym w umowie czasie. Dzięki temu, że w akcie
    notarialnym wynegocjowałem czas na zapłatę pozostałej kwoty zapłaty
    (czyli to co z kredytu) aż 2 tygodnie to udało się w terminie. Wszyscy
    mówią, że wystarczą cztery dni robocze do uruchomienia kredytu. To nie
    prawda, na pewno nie w ,,mil-leniu".

    Po
    No i jest, płacimy kredyt i sporo dodatkowych ,,opłat" czyli
    ubezpieczeń na mieszkanie, na życie i na hipotekę (do momentu kiedy
    sąd wreszcie wpisze, ponoć do trzech miesięcy).
    Mi-lenia wybraliśmy bo dawał najwięcej przy naszych zarobkach.
    Niestety dość drogo. Ale głowa do góry, kredyty refinansowe dopiero
    rozkwitają w Polsce Ludowej (a co, ja w tej Polsce nadal spotykam
    Ludzi). Po 18 miesiącach prawdopodobnie nastąpi kredytowa przesiadka
    do innego okienka bo kredyt refinansowy jest uzyskać dużo, dużo
    łatwiej na znacznie lepszych warunkach. Kredyty można też
    renegocjować. Mam nadzieję, że ktoś inny opowie taką historię.

    Bez agencji
    Dlaczego bez agencji? Po pierwsze, żeby taniej. Po drugie, nawet
    chcieliśmy przez chwilę współpracować z agencją ale ta miała
    najwyraźniej w nosie klienta o ograniczonym budżecie i zbyt jasno
    określonych wymaganiach lakalizacyjno-metrażowych. Po trzecie, zbyt
    wiele by nam agencja nie pomogła bo kredyt załatwić trzeba samemu,
    hipotekę też.

  • Re: Jak kupiłem "m" spółdzielcze bez agencji [długie] | "Joanna Duszczyńska" <jduszczynska...

    Użytkownik "Maniek" news:1171615530.490148.263400...
    Po trzecie, zbyt
    wiele by nam agencja nie pomogła bo kredyt załatwić trzeba samemu,
    hipotekę też.

    Dla mnie do ksiąg wieczystych biegła pani z agencji i potem do mnie z
    potwierdzeniami złożenia dokumentów.

    --
    Pozdrawiam
    Joanna
    http://www.jduszczynska.republika.pl/


  • Re: Jak kupiłem "m" spółdzielcze bez agencji [długie] | "ZbyszekZ" <zbyszekz...
    On Feb 16, 9:45 am, "Maniek" > Jest
    > Umawiamy się, oglądamy, dziękujemy, ,,do widzenia". Następnego dnia
    > targujemy

    Jeden dzień? Można było zapłacić mniej, ale to wymaga przygotowania
    scenariusza zakupu.
    Ja zbiłem cenę o ponad 30%, ale trwało pół roku (2004/2005 - nie było
    takiego dużego popytu że wszystko schodziło od "ręki").

    > i szybciutko umowa przedwstępna (bez notariusza), koniecznie
    > do tego okazanie aktu własności (np. notarialny), zaświadczenia ze
    > spółdzielni o niezaleganiu z opłatami i drugiego o prawie do lokalu i
    > braku przeciwwskazań do założenia księgi wieczystej. Do umowy dajemy
    > zadatek.
    >

    Eeeee, jest jeszcze wariant że księga wieczysta jest, to po pierwsze a
    po drugie można wyznaczyć w umowie termin dostarczenia tych dokumentów
    pod karą finansową i też będzie OK.
    Po prostu w niektórych spółdzielniach i urzędach nie da się sprawy
    załatwić z dnia na dzien a nawet z tygodnia na tydzień.


    > (ja i żona) też wystarczy jeden odpis. Z jednej strony 60zł wobec
    > prawie 7000zł zostawionych u notariusza to pestka, z drugiej strony za
    > 60zł kupię kratę piwa i mam na miesiąc.

    Hmmm, coś Ty kupił?
    Mój notariusz za mniej niż 2000 pln (kupno domu w stanie surowym z
    działką, a to są dodatkowe komplikacje z ujawnieniem budynku etc)
    załatwił wszystko, a może jedno 0 za dużo, i to było 700?

    > mówią, że wystarczą cztery dni robocze do uruchomienia kredytu. To nie
    > prawda, na pewno nie w ,,mil-leniu".
    >

    W Raiffaisenie - jeden dzień,serio, serio, sprzedający miał kasę
    przelaną następnego dnia po dostarczeniu odpisu aktu notarialnego.

    > Ludzi). Po 18 miesiącach prawdopodobnie nastąpi kredytowa przesiadka
    > do innego okienka bo kredyt refinansowy jest uzyskać dużo, dużo
    > łatwiej na znacznie lepszych warunkach. Kredyty można też
    > renegocjować. Mam nadzieję, że ktoś inny opowie taką historię.
    >

    O ile pamiętam Mil-leniu ma karę za spłacenie przed terminem.
    Ja miałem niezła zabawę, co dziennie składałem zlecenie spłaty mniej
    niz połowy kredytu, a jak już zeszło poniżej kilkuset złotych
    spłaciłem do końca.

    --
    ZZ...

  • Re: Jak kupiłem "m" | szadok <szadok375...
    W wiadomości <1171628643.549654.96100...
    pisze, co następuje...

    > On Feb 16, 9:45 am, "Maniek" >> Jest
    >> Umawiamy się, oglądamy, dziękujemy, ,,do widzenia". Następnego dnia
    >> targujemy
    >
    > Jeden dzień? Można było zapłacić mniej, ale to wymaga przygotowania
    > scenariusza zakupu.
    > Ja zbiłem cenę o ponad 30%, ale trwało pół roku (2004/2005 - nie było
    > takiego dużego popytu że wszystko schodziło od "ręki").

    a opiszesz..?


    pzdr, szadok
    --
    przy odpowiadaniu na priv usuń cyfry z mojego adresu
    "To jest cnota nad cnotami - trzymać język za zębami"
    śp. Babcia

  • Re: Jak kupiłem "m" spółdzielcze bez agencji [długie] | "Boombastic" <boombastic...

    >> Ja zbiłem cenę o ponad 30%, ale trwało pół roku (2004/2005 - nie było
    >> takiego dużego popytu że wszystko schodziło od "ręki").
    >
    > a opiszesz..?

    Teraz to moze wytargować tylko zwyżkę :-)


  1 2 3  

Podobne