-
Jak Tomek został strażakiem | Tomasz Pyra <hellfire...
No to miałem dziś pożarową przygodę z samochodem.
Mondeo mojej mamy które jakieś 2 tygodnie było oddane do serwisu
klimatyzacji (zepsuło się sprzęgło odłączające klimatyzacje), dziś
zapłonęło.
Pożyczyłem od mamy auto dlatego że ma klimatyzacje, wczoraj przejechałem
550km bez problemów.
Dziś rano po uruchomieniu samochodu rozległ się nieznany mi wcześniej
grzechot, jednak ten samochód w porównaniu z moim ma różne grzechotki
więc kolejna mnie zbytnio nie zdziwiła.
Grzechotkę zlokalizowałem - okazało się że grzechocze w czasie kiedy
klimatyzacja jest wyłączona. Włączenie klimy uciszało grzechotkę.
Ruszyłem w powrotną drogę.
Po niecałych 200km grzechotka odezwała się przy pracującej klimie, nim
się zastanowiłem czy w tym wypadku klimatyzacje lepiej zostawić
włączoną, czy wyłączyć zaczęło śmierdzieć spalenizną.
Za parę sekund już się zaczęło dymić.
Zatrzymałem się, odblokowałem zamek pokrywy silnika, wysadziłem
pasażerów i psa, wziąłem gaśnicę (proszkowa, atest do 2002r.) i
poszedłem do przodu patrzeć co i jak.
Z pod maski wydobywał się czarny dym, nie widziałem skąd się bierze,
więc zaryzykowałem otwarcie maski.
Niby nie należy tak robić, ale skoro przez przedni grill płomienia nie
było widać to musiał być mały, a nim go nie zlokalizuję to nie zgaszę.
Nieduży płomień miał źródło w okolicach kompresora klimatyzacji.
Gaśnica na początku nie chciała działać - proszek był tak zbrylony że
musiałem go najpierw dobrze rozbełtać. Kilka psiknięć z góry, kilka z
dołu i po pożarze.
Potem 3 godziny usiłowałem doprowadzić samochód do stanu używalności.
Odłączyć klimy się nie dało. Wyrzucenie paska nie wchodziło w grę bo w
tym samochodzie na jednym pasku jest wszystko. Kupienie paska od wersji
bez klimatyzacji zapewne proste w dzień roboczy, ale w niedziele niemożliwe.
Rozebrałem go trochę żeby dostać się do tej klimy z narzędziami.
Grzechotała latająca luźno tarcza sprzęgła, ale od temperatury wszystko
było tak zapieczone że kombinerkami i śrubokrętem (tyle miałem) nie
dałem rady.
Jedyna pomoc drogowa w okolicy którą ojciec znalazł w tamtej okolicy
przyjechała i jakoś to sprzęgło wymontowaliśmy, ale okazało się że
niewielka pociecha, bo rozleciało się też łożysko i na miejscu raczej
nic się nie da zrobić.
Stawka za holowanie IMO b. wysoka bo 3zł+VAT za kilometr i to jeszcze
kilometry podwójne - za jazdę i powrót. No ale niby niedziela, wieczór i
blebleble, utargować się udało 150zł za obtarcie zderzaka powstałe w
czasie transportu.
W sumie to chyba lepiej by było tam zostać z tym samochodem, jutro do
jakiegoś mechanika od klimatyzacji się z tym wybrać, albo nawet ASO
Forda i by się udało połowę pieniędzy zaoszczędzić, ale pasażerowie to
żona w ciąży i babcia więc też trzeba było w miarę szybko odstawić je do
domu.
Wnioski są takie:
- nie ignorować żadnych podejrzanych grzechotów, tylko ciężko taki
wychwycić jak się pożycza samochód którym się nie jeździ na codzień
- kilogramową gaśnicą proszkową da się ugasić pożar pod warunkiem że nie
będzie duży
- przy gaszeniu nie warto szaleć i gasić na oślep bo potem trzeba silnik
"odproszkować"
- gaśnicy jak się kończy atest to trzeba iść na przegląd, albo
przynajmniej co jakiś czas rozruszać proszek, bo szkoda tracić na to
czas w krytycznym momencie
- należy mieć gaśnicę halonową (mam w swoim samochodzie - uznałem że
zabieranie do pożyczonego samochodu własnej gaśnicy to już paranoja)
- tak to jest jak jakieś "mechaniki" się zabiorą za naprawę. Podzespół
który się zapalił był dopiero co naprawiany.
-
Re: Jak Tomek został strażakiem | "kuba \(aka cita\)" <yes.or.no...
Tomasz Pyra wrote:
> Z pod maski wydobywał się czarny dym, nie widziałem skąd się bierze,
> więc zaryzykowałem otwarcie maski.
> Niby nie należy tak robić, ale skoro przez przedni grill płomienia nie
> było widać to musiał być mały, a nim go nie zlokalizuję to nie zgaszę.
Właśnie dlatego nie należy tak robić, bo zanim jej nie otworzysz płomienia
wcale być nie musi, za to chętnie sie pojawi (płomien) sprowokowany świeżym
dostępem tlenu :)
--
pozdrawiam Kuba (aka cita)
www.cita.z.pl gg:0001 0100 0110 0001 1001 0110 1000
każdy ma prawo do orgazmu, nie każdy chce z niego korzystać
-
Re: Jak Tomek został strażakiem | KrzysiekPP <jimi...
> - kilogramową gaśnicą proszkową da się ugasić pożar pod warunkiem że nie
> będzie duży
Miales bardzo duzo szczescia ... taka gasnicą to najwyzej mozna malowac
linie na placu do gry w tenisa ziemniego.
> - przy gaszeniu nie warto szaleć i gasić na oślep bo potem trzeba silnik
> "odproszkować"
Zazwyczaj jak otwierasz maske to obrywasz ogniem i dymem w twarz i masz
oczy na kilkadziesiat sekund wyłączone z "uzycia".
> - gaśnicy jak się kończy atest to trzeba iść na przegląd, albo
> przynajmniej co jakiś czas rozruszać proszek, bo szkoda tracić na to
> czas w krytycznym momencie
A przeglad polega na tym, ze pan/pani bierze to cos w rękę, wazy "na
oko" i przykleja kontrolke.
--
Krzysiek, Krakow, http://www.kszysiek.prv.pl/ford/escort.jpg
- Od mieszania olejow powstaje kupa w silniku.
-
Re: Jak Tomek został strażakiem | "Karolek" <drag...
> Potem 3 godziny usiłowałem doprowadzić samochód do stanu używalności.
>
3 godziny dochodziles do wniosku, ze nic sie nie da zrobic? :>
>
> Wnioski są takie:
> - nie ignorować żadnych podejrzanych grzechotów, tylko ciężko taki
> wychwycić jak się pożycza samochód którym się nie jeździ na codzień
sprawa oczywista.... najpierw zweryfikowac, a dopiero potem ewentualnie
dalej jechac, a nie czekac az cos sie rozpadnie :>
> - kilogramową gaśnicą proszkową da się ugasić pożar pod warunkiem że nie
> będzie duży
dobrze wiedziec :>
> - gaśnicy jak się kończy atest to trzeba iść na przegląd, albo
> przynajmniej co jakiś czas rozruszać proszek, bo szkoda tracić na to czas
> w krytycznym momencie
Moja ostatnia gasnica miala atest bodajze z '86, ale przypadkiem trafila mi
sie nowsza...zncazy sie ma atest bardziej z '96...
W razie pozaru nawet nie bede jej szukal :P
> - należy mieć gaśnicę halonową (mam w swoim samochodzie - uznałem że
> zabieranie do pożyczonego samochodu własnej gaśnicy to już paranoja)
Po co? przeciez proszkowa sobie poradziles i to do tego przeterminowana :>
> - tak to jest jak jakieś "mechaniki" się zabiorą za naprawę. Podzespół
> który się zapalił był dopiero co naprawiany.
A to jak mamy rozumiec?
Nie dawac auta do mechanika tylko naprawiac samemu?
Karolek
-
Re: Jak Tomek został strażakiem | Artur_'futrzak'_Maśląg
Tomasz Pyra napisał(a):
> No to miałem dziś pożarową przygodę z samochodem.
Do "Faktu" już napisałeś?
--
Jutro to dziś, tyle że jutro.