Dyskusje / Karaluchy. Gniazdo namierzone.

  • Karaluchy. Gniazdo namierzone. | "Rysiek G." <rysiekgwywaltowcholere...
    Witam.

    Ostatnio przeprowadziłem operację "Abdomen". W związku
    ze wzmożoną aktywnością partyzantki wroga, przeprowadziłem
    działania operacyjno-rozpoznawcze w kuchni, na które składało
    się odnalezienie szpar w listwach przypodłogowych i dokładne uszczelnienie,
    odnalezienie punktów przerzutowych wroga (hydraulik przy montażu
    rury odpływowej zostawił dziurę wielkości piąstki niemowlaka),
    oraz likwidacja napotkanych jednostek wroga i rozłożenie trutki
    w żelu Bayera w najbardziej prawdopodobnych miejsach przebywania
    czy trasach ruchu. Dziś znalazłem jednak gniazdo - jest to kątownik
    pod blatem w kuchni, który odstaje na parę mm i jest niezbyt dokładnie
    wywiercony, tak że jest tam sporo przestrzeni, jak dla tych insektów.
    Po dokładnym przyjrzeniu się z latarką w ręku, dojrzałem liczne
    jednostki i formy przetrwalnikowe wroga.

    Teraz moje pytanie - czy wystarczy rozłożyć wcześniej wspomnianą
    trutkę i czekać (ile?), czy może kupić jakiś spray, którym wytruję to dziadostwo
    (przypominam, że to kuchnia i wolałbym jeść przez najbliższe 2 tyg.)?
    Kwestia jest problematyczna, ponieważ uszczelnienie tego kątownika
    wymaga jego odkręcenia od blatu, odsunięcia całej szafki itp. Najprawdopodobniej
    spowoduje to momentalne rozdzielenie jednostek wroga i ich
    rozpierzchnięcie się po całym terenie. Jednocześnie dostanie się bezpośrednie
    i mechaniczna walka z wrogiem jest niemożliwa bez ww.

    Proszę o poradę - czekać na działanie żelu, czy kupić jakiś spray?
    Sprawa jest pilna, bo jajeczka są całkiem rozwinięte i dodatkowo podejrzewam,
    że w kryjówce znajduje się co najmniej 10 osobników. Nie chciałbym
    dopuścić do ich rozbiegnięcia się po kuchni.

    Pozdrawiam,
    R.

  • Re: Karaluchy. Gniazdo namierzone. | "Kamil K." <kmail...
    > Proszę o poradę - czekać na działanie żelu, czy kupić jakiś spray?
    > Sprawa jest pilna, bo jajeczka są całkiem rozwinięte i dodatkowo
    > podejrzewam,
    > że w kryjówce znajduje się co najmniej 10 osobników. Nie chciałbym
    > dopuścić do ich rozbiegnięcia się po kuchni.

    Nie ma jaj , tzn. sa jaja ale z nimi nie ma zartow.
    Kumpel mial w firmie te złóśliwe dziadostwa, zawołał fachowca, wypsikano
    cały budynek, dziadostwo zniknelo poczym sie pojawiło, zmienił siedzibe.
    To tak w skrocie, geeralnie wspolczuje. Olej demontaz szafi, to najmniejszy
    roblem. Zrob co trzeba lepiej niz chirurg. Te gady nie ozostawiają
    najmniejszego marginesu błędu,.
    Pozdr.


  • Re: Karaluchy. Gniazdo namierzone. | Magdalaena <magdalaena...
    Rysiek G. napisał(a):
    > Ostatnio przeprowadziłem operację "Abdomen".
    Czy jesteś pewien, że nie miała to być operacja "Armageddon" ?
    ;-)

    --
    Pozdrawiam

    Magdalaena

  • Re: Karaluchy. Gniazdo namierzone. | "Rysiek G." <rysiekgwywaltowcholere...

    > Nie ma jaj , tzn. sa jaja ale z nimi nie ma zartow.

    Niestety, mieszkam w bloku ze zsypem :/. Moherowe towarzystwo
    rządzi w spółdzielni i mogę jedynie wrzucać do niego butelki,
    co jest zabronione po grozi jego demontażem...

    > Kumpel mial w firmie te złóśliwe dziadostwa, zawołał fachowca, wypsikano cały budynek, dziadostwo zniknelo poczym sie pojawiło,
    > zmienił siedzibe.

    Nie ma szans, żeby to usunąć póki będzie zsyp. Mogę jedynie doszczelnić
    całe mieszkanie.

    > To tak w skrocie, geeralnie wspolczuje. Olej demontaz szafi, to najmniejszy roblem. Zrob co trzeba lepiej niz chirurg.

    No właśnie - uderzenie na ich gniazdo musi być stuprocentowo skuteczne.
    Albo dać szansę żelowi, albo jutro załatwić gnojki sprayemi doszczelnić
    dziury na kołki kątownika silikonem.

    >Te gady

    Insekty.

    > nie ozostawiają najmniejszego marginesu błędu,.

    Wiem, dlatego traktuję to jako wojnę.

    Pozdr.
    R.

  • Re: Karaluchy. Gniazdo namierzone. | "Rysiek G." <rysiekgwywaltowcholere...
    > Czy jesteś pewien, że nie miała to być operacja "Armageddon" ?
    > ;-)

    Armageddon oznacza ostateczne starcie sił zła i dobra, w których to
    dobro wygrywa (Apokalipsa św. Jana), a nie totalne zniszczenie.
    Nie postrzegam karaluchów w ten sposób. To tylko boże stworzenia,
    które miały pecha wpakować się na mój teren. Nie żywię do nich urazy.
    Ale albo one albo ja. Tak to już bywa :).


    Pozdr.
    R.

  1 2 3 4 5 6 7