Krzyże Las Cruces | "mkarwan" <mkarwan...
z http://polonus.livejournal.com/47232.html
Niektórzy ludzie mają naprawdę zbyt dużo wolnego czasu.
Wydaje się, że jednym z nich jest pewien mieszkaniec miasta Las Cruces w
Nowym Meksyku, który podał miasto do sądu, gdyż używa ono symbolu trzech
krzyży na urzędowych dokumentach.
Nie ma w tym nic takiego dziwnego, Las Cruces oznacza "Krzyże" po hiszpańsku
i legenda głosi, że miasto to powstało w miejscu, gdzie przed laty ktoś
pochował rodzinę i ustawił kilka krzyży na ich grobach.
Lokalni mieszkańcy tamtych terenów nazywali to miejsce "las cruces" i gdy
później powstało tam miasto, utrzymano tę historyczną nazwę.
Krzyże występujące w logo miasta nie mają więc nawet specjalnie konkretnej,
chrześcijańskiej wymowy.
Oczywiście, że to przez śmierć Jezusa na Krzyżu przyjęło się ustawiać na
grobach krzyże, ale robią to także ludzie, którzy nie są specjalnie
wierzący.
Krzyże te także są dość wyraźnie stylizowane i trzeba się chwilę przyjrzeć
temu symbolowi, żeby w ogóle je dostrzec.
Sama ta sprawa jest tak surrealistyczna, że aż śmieszna.
Ale tak naprawdę to nie jest mi wcale do śmiechu. Tu nie brakuje ludzi, dla
których religią jest "antychrzescijaństwo".
Będą walczyć z uporem godnym lepszej sprawy o to, żeby w naszej
rzeczywistości nie było żadnych symboli religijnych.
Ani w naszym otoczeniu, ani nawet w nazwach.
Już doprowadzili do tego, że nie mamy Świąt Bożego Narodzenia, ale zimowe
wakacje, szopka jest dopuszczalna w publicznym miejscu tylko wtedy, gdy
zawiera odpowiednią ilość zwierząt i pastuszków i gdzieś w okolicy menorę, a
uczeń, który podziękuje Bogu w publicznej szkole, jest zawieszany w prawach
ucznia.
I wszystko to z powodu jednej wzmianki w Konstytucji, której celem miało być
coś zupełnie przeciwnego.
Biali Amerykanie, w uproszczeniu, są potomkami uciekinierów z Anglii.
Uciekinierzy ci, znani tu jako "pilgrims", pielgrzymi, uciekali, bo w Anglii
obowiązywała religia państwowa, a pielgrzymi nie byli Anglikanami, ale
Purytanami.
Uciekli więc przed prześladowaniami najpierw do Holandii, a później
przypłynęli na statku "Mayflower" do Nowej Anglii i założyli osadę o nazwie
"Plumouth".
Gdy lata później powstały Stany Zjednoczone, wszyscy pamiętali przyczyny,
dla których przybyli tu pierwsi osadnicy. Dlatego to pierwsza poprawka do
Konstytucji mówi o wolności religijnej.
Dla wyjaśnienia, poprawki do konstytucji to nie jest coś, co trzeba było
zrobić, by naprawić błędy w konstytucji oryginalnej.
Pierwsze 10 poprawek, tzw. "Bill of Rights" to nieodłączna część konstytucji
od samego początku.
Są to po prostu pierwsze rozdziały tej konstytucji.
Pierwsza poprawka brzmi tak:
Congress shall make no law respecting an establishment of religion, or
prohibiting the free exercise thereof; or abridging the freedom of speech,
or of the press; or the right of the people peaceably to assemble, and to
petition the Government for a redress of grievances.
Oznacza to mniej więcej tyle: "Kongres nie uchwali żadnych praw tworzących
jakąkolwiek religię, ani zabraniających swobodnego jej wyznawania; ani
ograniczenia wolności słowa, albo prasy, albo praw ludzi do pokojowego
gromadzenia się i dawania petycji rządowi, by naprawił krzywdzące decyzje."
To cała pierwsza poprawka do konstytucji.
Tyle.
Jak z tego tekstu można dojść do zakazu wspominania Boga przez ucznia w
publicznej szkole?
Jak na podstawie tego paragrafu można dojść do wniosku, że 10 przykazań
powieszonych na ścianie jest sprzeczne z konstytucją?
Jak w końcu można ujrzeć, że poprawka ta zabrania miastu, które nazywa się
"Krzyże" umieszczenia krzyży w herbie? Hmm. Dziwny jest ten świat.
Oczywiście w tej sprawie nie ma jeszcze decyzji.
Ma być rozpatrywana w listopadzie.
Dobrze, że chociaż tylko herb, a nie nazwa miasta komuś przeszkadza.
Gdyby tak było, trzeba by chyba zmienić nazwy tysięcy miast w USA.
Na zachodzie i południu Stanów, gdzie miasta powstawały wokół katolickich
misji, wręcz trudno znaleźć miasto nie nazwane na cześć jakiegoś świętego,
czy innych symboli religijnych.
Stalin nie wahał się przed zmianą nazw, może tu i do tego dojdziemy.
Zamienimy te wszystkie Los Angeles, Sacramento, Corpus Christi, San
Francisco, San Diego, Santa Clara, Saint Augustine (najstarsze miasto w
USA), i nawet San Bruno. (Oj, mój anioł stróż by tego nie lubił).
W samej tylko Kalifornii jest 50 miast nazwanych imionami świętych, w
Teksasie i na Florydzie pewnie co najmniej drugie tyle.
A inne symbole?
Południowa Karolina ma w swym herbie palmę i półksiężyc.
Nie wiem, co ma on symbolizować, ale czy nie jest to narzucanie mi jakiejś
religii?
Czy półksiężyc nie jest przypadkiem symbolem Islamu?
Południowa Karolina jest o rzut beretem od mojego domu, metropolia Charlotte
leży częściowo w tym stanie.
Co będzie, jak ktoś postawi wielki billboard z tym półksiężycem i obrazi
mnie zupełnie?
Świat zupełnie zwariował.
Ludzie nie mają prawdziwych problemów, to wymyślają sobie sztuczne.
Tylko dlaczego przy okazji utrudniają życie tej normalnej większości?
Dlaczego przez jednego idiotę, któremu przeszkadza szopka bożonarodzeniowa,
ja muszę świętować teraz Dni Przerośniętych Krasnali?
Dlaczego każda religia (bo wojujący ateizm także nią jest) jest politycznie
poprawna, a chrześcijaństwo, a zwłaszcza Katolicyzm, nie?
Ja wiem dlaczego.
Bo jest tylko jedna prawdziwa religia.
Półksiężyc w herbie Południowej Karoliny nie drażni kudłatego.
Nie drażni go menora.
Ale na pewno drażni go krzyż, bo na Krzyżu został on pokonany.
Tak więc w sumie jest i dobra strona tych wszystkich ataków na
chrześcijaństwo.
Potwierdzają one, że nasza wiara jest Prawdziwa.
A do symbolu Las Cruces powrócę, jak tylko sąd zadecyduje, czy te trzy
stylizowane, małe krzyże nie zagrażają przypadkiem istnieniu Stanów
Zjednoczonych.
PS. Już po napisaniu tego tekstu zwróciłem uwagę na fakt, że krzyże w logo
Las Cruces są umieszczone w symbolu słońca. Ale słońce także jest przecież
symbolem religijnym.
Wiele religii używa tego symbolu i wiele uważa słońce za Boga.
Jednak osoby, które podały miasto Las Cruces do sądu nie mają problemu ze
słońcem.
Mają problem tylko z krzyżami.
Co tylko potwierdza moją tezę, że tu wcale nie chodzi o prawo, konstytucję i
o używanie przez miasto symboli religijnych, ale o wyrzucenie z naszego
życia jakichkolwiek śladów chrześcijaństwa.
Tylko symbole chrześcijańskie drażnią ludzi, bo tylko te, obiektywnie, mają
jakąkolwiek wartość.
Prawo, rzecz jasna, nie może robić takich rozgraniczeń i jeżeli krzyże
byłyby nielegalne w symbolu miasta, to i słońce musiałoby być nielegalne.
Jednak tu nie chodzi o prawo, nie chodzi o sprawiedliwość i nie chodzi o
zakaz stosowania jakichkolwiek symboli religijnych w oficjalnych dokumentach
miasta Las Cruces.
Tu chodzi tylko i wyłącznie o zdelegalizowanie krzyży i usunięcie
chrześcijańskich śladów.