Dyskusje / No i sie qrwa stalo - dlugie... :(

  • No i sie qrwa stalo - dlugie... :( | Marlboro <marlboro...
    Wracałem dziś do domku po ok. 150km przejażdżce moto... byłem ok. 2,5 km
    do domu kiedy to na skrzyżowaniu... no właśnie... 3 pierdolonych buraków
    w starym, zardzewiałym, parchowatym Polonezie wymusiło pierwszeństwo
    przejazdu i zajechało mi drogę... próbowałem uciekać na prawy pas ale za
    bardzo nie mogłem bo pamiętałem, iz jadą tamtędy inne samochody... i jak
    na zwolnionym filmie... Polonez wyjeżdża... ja staram się uciekać ale
    nie da rady... i strzał... przednie zawieszenie... chłodnica... silnik i
    osłona silnika... moja lewa noga... tylny lewy boczny kufer... motocykl
    po uderzeniu udaje mi się opanować i utrzymać "w siodle" zatrzymuję się
    zaraz za skrzyżowaniem... stawiam prawą nogę na asfalt - jak zawsze
    zresztą nawyk wyniesiony ze szkolenia i lat praktyki... lewa ciągle...
    nie... nie na stopce tylko... wisi w powietrzu... stopka urwana... o
    qrcze... patrzę w lusterko gorączkowo rozpinając kas... co robią te
    ciecie w tym zasranym pomylonezie... a oni zjeżdżają ze skrzyżowania...
    no nie wytrzymałem... ostrożnie stawiam nogę na ziemi... utrzyma czy
    nie, złamana czy w całości? chyba cała bo stoję i już stawiam motocykl
    na bocznej stopce... na szczęście ta nie urwana... awaryjne światełka i
    zaczynam biec przez środek skrzyżowania do tych jebanych leszczy...
    kierowca wysiada i jakby był w innym świecie... ogląda pomyloneza...
    podbiegam i krzyczę coś w stylu " i coś ty qrwa zrobił dziadu jebany"
    itp. w tym czasie wytacza się z jego autka jego wsparcie moralne - dwóch
    najebanych roboli z jakiejś budowy... gumofilce, wytytłane kurteczki i
    się zaczyna... najbardziej najebany staje się agresorem nr.1 i zaczyna
    do mnie wykrzykiwać, że mam mu dać swoje dokumenty itp. więc BARDZO MAŁO
    GRZECZNIE mu odpowiadam, że jak się nie uspokoi to jedyny dokument jaki
    będzie z nim związany to będzie akt zgonu i zobaczy go jego rodzina bo
    już na pewno nie on... naprawdę w dosadnie mocnych, "mięsnych"
    słowach... chyba musiałem mieć wygląd zdesperowanego furiata bo mimo
    swojej najebki gość się wycofał... dzwonię na Policję i proszę o
    interwencję... dodaję, iż jestem sam a gości jest 3 i w dodatku
    nawalonych i proszę o szybką interwencję gdyż się lekko obawiam o skutki
    stania dalej samotnego na skrzyżowaniu... OK - przyjmują... nagle
    podchodzi 2 gości - jeden młody drugi starszy... mówią, że są
    świadkami... że wszystko widzieli... że ja miałem zielone i tamci
    wymusili... starszy pan podaje numer komórki i składając życzenia
    lepszych świąt odjeżdża... Krzysiek, drugi ze świadków (jak się okazuje
    też motocyklista) zostaje ze mną łącznie 3 godziny i po wszystkim (całe
    stanie na drodze, spisywanie, dostarczenie moto do serwisu łącznie z
    dostarczeniem mnie do domu później) okazuje się przesympatycznym
    człowiekiem... przyjeżdża WRD... wypytywanie... sprawdzanie śladów...
    okazuje się, że na skrzyżowaniu jest monitoring... jeden z Policjantów
    jedzie obejrzeć nagranie z kamery... jest w sumie OK... po dokładnych
    wyjaśnieniach, oględzinach itp. bezsprzecznie typują na sprawcę
    zdarzenia kierowcę poloneza... cieć idzie w zaparte pod dyrekcją
    najebanych kumpli... gadają, pokrzykują... sprawa do sądu grodzkiego...
    ale że staliśmy tam od godz. 18 ponad 2,5 h to chyba ciecie
    przetrzeźwiały trochę i zaczynają się dopytywać co się właściwie
    stało... no i dotarła do nich chyba dopiero kwota, którą mogliby w tym
    sądzie zapłacić... bo winy ani skruchy zero... jak usłyszeli, że pewnie
    z półroczne zarobki im pójdą się jebać przez kretyński upór dwóch
    najebanych co zakrzyczeli kierowcę to odpuścili... chociaż Policja już
    nam wręczyła wezwania na przesłuchanie... no więc pisanina od nowa,
    mandat i w rezultacie jeszcze sprawcy pomagają nam (mnie i Krzyśkowi)
    wrzucić moto na pakę busa Krzyśka... spisanie danych i jedziemy od razu
    do serwisu odstawić moto...

    Rezultat spotkania przy prędkości ok. 60 km/h z Polonezem jest mniej
    więcej następujący: uszkodzone przednie zawieszenie... cała lewa strona
    jeżeli chodzi o owiewki, "gmol" lewej strony, lewa głowica silnika
    strzaskana, wygląda na lekko odchyloną do tyłu... strzaskane osłony
    gniazd świec itp., chłodnica, lewy boczny kufer strzaskany - dziura
    taka, że łeb można wetknąć bez otwierania... aaa... no i bym
    zapomniał... moja lewa noga... TYLKO STŁUCZONA... wprawdzie porządnie
    bardzo ale... gdyby nie motocykl który jest właśnie taki jaki jest i
    nigdy w życiu nie chciałbym innego... (tak samo jak poprzedni mój
    wybawił mnie z niejednych opresji choć nigdy nie były tak poważne),
    który przejął prawie całość uderzenia... gdyby nie profesjonalne,
    wzmacniane buty motocyklowe, które uchroniły moją lewą nogę poniżej
    kolana od... właściwie masakry bo jak patrzę na motocykl - zresztą to
    zgodne zdanie wszystkich oglądających włącznie z lekarzami z Pogotowia
    Ratunkowego - że powinienem jej nie mieć... spodnie... które uratowały
    nogę również...

    Właściwie pewnie gdybym miał inny silnik - nie wzdłużną V-kę i nie miał
    gmola na dole to z nogą nie byłoby za wesoło...

    Generalnie chujowy początek świąt... ale w sumie dobrze, że nikt na
    razie nie zgodził się kupić moją starą Niunię to będę mógł na moto w
    Wigilię na kolację pojechać...

    Najgorzej mnie tylko szlag trafia... że przejechałem moją nową Niunią
    niecałe 750 km... odebrałem ją 25 listopada prosto z salonu... i jak
    teraz pomyślę, że w takim stanie nowości mam mieć "walony" motocykl, to
    mnie krew zalewa... i tylko to jest ważne... a noga boleć przestanie...
    a Niunia już zawsze będzie walona... :((((

    Aa... no i bym zapomniał o "obrażeniach" pomyloneza... obydwa przednie
    światła, kierunkowskazy, zderzak, tablica rejestracyjna, atrapa
    chłodnicy, chłodnica, pas przedni, pokrywa silnika... i 3 leszczy,
    którzy niech się cieszą, że się w porę powstrzymałem... bo gdyby ten
    jeden jeszcze kilka słów wypowiedział to chyba bym za morderstwo w
    afekcie odpowiadał...
    --
    Pozdro...
    Marlboro

  • Re: No i sie qrwa stalo - dlugie... :( | Marlboro <marlboro...
    Wiecie... ta skrót taki lekki... bo już mi trochę nerwy puściły...
    przez te 3 godziny na skrzyżowaniu wiele więcej się działo niestety...

    A noga boli... ehhh...

    Marlboro wrote:
    > Wracałem dziś do domku po ok. 150km przejażdżce moto... byłem ok. 2,5 km
    --
    Pozdro...
    Marlboro

  • Re: No i sie qrwa stalo - dlugie... :( | piomay <piomay...
    Marlboro napisał(a):

    > Generalnie chujowy początek świąt...

    Najwazaniejsze ze Ty jestes caly. Zdrowia zycze i motur naprawiaj. :)

    --
    pozdrawiam - piomay
    http://www.piomay.riders.pl
    Kawasaki ZZR 1100 '99
    ** c2h5oh Garage Team **

  • Re: No i sie qrwa stalo - dlugie... :( | "WojciechB" <isiraider...
    > Wracałem dziś do domku po ok. 150km przejażdżce moto... byłem ok. 2,5 km

    Wspolczuje i zycze szybkiego powrotu do zdrowia (Twojego i motocykla).

    Mialem podobne zdarzenie 3 dni temu, tez Polonez, tyle ze udalo mi sie
    zahamowac 5cm
    przed prawymi drzwiami kierowcy. Facet wymusil pierszenstwo wyjezdzajac z
    podporzadkowanej
    prawa strona - skrecal w lewo, przecinajac mi droge. Sytuacja byla jak w tej
    reklamie (duńskiej? o tym ze motocyklisci sa wszedzie),
    facet popatrzyl zapewne w lewo (mnie jeszcze nie widzial choc w sumie prosta
    droga lub akurat bylem
    za jakims krzakiem sa w tym miejscu pojedyncze), popatrzyl w prawo - wolne,
    no to rura.
    Chyba mialem lekkie przeczucie, bo widzialem go jak dojezdza do skrzyzowania
    i w momencie gdy zobaczylem,
    kontem oka, ze po krotkim zatrzymaniu dalej sie rusza , juz dawalem po
    hamulcach. W momencie gdy stanalem
    te pare centymetrow przed drzwiami, zobaczylem podniesiona reke w gescie
    "sorry" i pojechal dalej...
    Jakis przechodzien, az sie obrocil po wiazance jaka poleciala w kierunku
    kierowcy, do ksiegowego
    przyjechalem blady. Po powrocie spotkalem goscia pod firma w ktorej pracuje,
    bo mieszka na tym samym
    osiedlu (znam go z widzenia) i stal akurat z jakims kumplem. Gadka szmatka
    stwierdzil na dzien dobry "ze musialem szybko jechac
    i to dlatego", w odpowiedzi uslyszal , ze niestety ku... sie myli, bo raz ze
    bylo zimno (z 2 stopnie), po drugie bylo po deszczu,
    wiec w momencie gdy zaczalem hamowac mialem max 60km. Na koniec stwierdzil,
    ze jak tak - to jego wina, ale slowa przepraszam
    chyba nie wydusil... :/. To juz druga taka sytuacja , tej poznej jesieni i
    wszystkie znaki wskazuja, ze chyba czas zakonczyc sezon,
    bo puszkarze sie bardzo chyba dziwia, ze sa motocyklisci na drogach.

    WojciechB
    VStar650


  • Re: No i sie qrwa stalo - dlugie... :( | "Judge Dredd" <judgedredd...
    najwazniejsze zes caly
    a moto sie odbuduje :-)
    JD


  1 2 3 4 5 6  

Podobne