Palestyna pod terrorem Izraelskim | "muto2100" <maniekxxx...
Jennifer Loewenstein
Palestyna pod terrorem izraelskim (I)
W ostatnich latach amerykańska Żydówka Jennifer Loewenstein z
Uniwersytetu
Wisconsin pracowała jako dziennikarka i współpracowała z organizacjami
obrońców praw człowieka w Palestynie i Libanie. Przebywała w Dżeninie,
Ram
Allah i Wschodniej Jerozolimie, gdy armia izraelska przeprowadzała w
kwietniu
ub.r. operację Tarcza Obronna, a 22 lipca ub.r. była świadkiem
izraelskiego
bombardowania Gazy. Jest współautorką książki pt. ,,Nowa intifada". O
tym, co
widziała, a widziała rzeczy wstrząsające, opowiedziała Justinowi
Podurowi na
łamach amerykańskiego ,,Z Magazine".
- Czego byłaś świadkiem w Dżeninie?
- Dotarłam do obozu uchodźców w Dżeninie nazajutrz po wycofaniu się
Izraelczyków i spędziłam tam dwa dni i noc. To było tak, jak wizyta w
jednym
z najniższych kręgów piekła Dantego i wiele z tego, co widziałam, nie
daje
się opisać. Znikła cała dzielnica i nie można było odróżnić, gdzie
przebiegały ulice, a gdzie stały domy. Chodzi nie tylko o zniszczenie
wielkiej części obozu - gdy odwiedza się jakiekolwiek miasto czy
osiedle
palestyńskie, człowiek staje oko w oko z wprost niewiarygodnymi
zniszczeniami. Rafah, Chan Junus, Ram Allah, Betlejem, Hebron, Nablus,
miasto
Gaza... Ta lista nie ma końca, toteż gdy oglądam swoje zdjęcia
stamtąd,
czasami trudno mi jest przypomnieć sobie, o jakie miejsce chodzi. Po
pewnym
czasie rozwalone buldożerami, zbombardowane, pokryte kulami i
wysadzone w
powietrze domy i budynki stają się do siebie podobne. Jednak w
Dżeninie
zniszczenia osiągnęły poziom bez precedensu. Idziesz po z ziemi i
okazuje
się, że ziemia to dach trzypiętrowego domu, którego resztę tak
zrównano z
ziemią, że nic nie sugeruje, iż to kiedyś był budynek, dopóki nie
zaczynają
się wykopki i w głębokich dziurach nie pokazują się przedmiot życia
codziennego - materace, odzież, rozbite meble, sprzęt kuchenny,
książki i
niemożliwe do rozpoznania przedmioty, które stanowiły wyposażenie
czyjegoś
salonu. Ilekroć wspominam ten potworny okres, raz po raz wstrząsa mną
ogrom
zbrodni, a wtedy bardziej niż kiedykolwiek uświadamiam sobie jeszcze
większą
zbrodnię - zbrodnię popełnioną przez Izraelczyków razem z USA i ONZ,
która
polega na wykreśleniu z historii tego, co się stało w Dżeninie.
W czerwcu miałam odczyt o Dżeninie w Madison, w stanie Wisconsin.
Pokazałam
zdjęcia publiczności, około stu osobom, z których wiele było
rozdrażnionych
tym, że moja relacja była sprzeczna z oficjalną wersją. Krzyczeli, że
Dżenin
to ,,gniazdo terrorystów", że Izrael musiał się bronić. Gdy pokazałam
zdjęcie
młodego Palestyńczyka klęczącego nad zwłokami dwóch osób za
zrujnowanym
szpitalem obozu uchodźców, pewna kobieta w głębi sali głośno
skomentowała: ,,To się nie stało." I kropka.
Właśnie, że się stało. Dżeninu nie obrócono w ruinę, lecz starto go na
proch.
Zginęło tam 60 osób, z czego co najmniej 40 było cywilami. Zginęli w
potworny
sposób - np. gdy wojska izraelskie wysadzały w powietrze domy wiedząc,
że
wewnątrz są ludzie, lub gdy strzelały do tych, którzy wyglądali przez
okna
czy z balkonów czy wtedy, gdy pociskami czołgowymi strzelały prosto do
sypialni czy kuchni. Niektórzy zginęli, gdy zawalały się zrujnowane
domy. Na
niektórych dokonano egzekucji. Trzy osoby opowiedziały mi tę samą
historię o
grupie mężczyzn, którym kazano położyć się na ulicy na brzuchu ze
związanymi
z tyłu rękami i których rozjechał buldożer.
Tych ludzi zmasakrowano. Tak, zmasakrowano. W moim słowniku
czasownik ,,masakrować" znaczy ,,zabijać na oślep i okrutnie dużą liczbę
osób".
Mówimy o dużej liczbie osób, które zamordowano na oślep i w okrutny
sposób. W
dniu, w którym wycofali się Izraelczycy, siedziałam z kamerą na
kamiennej
ławce na tyłach szpitala i widziałam, jak grupa mężczyzn odkopuje
zwłoki
tych, których Izraelczycy zabili lub zranili podczas oblężenia (wielu
ciężko
rannych zmarło, bo armia izraelska uniemożliwiła dostęp ekip
medycznych i
karetek pogotowia do obozu i poruszanie się po nim). Szybko ich
pogrzebano w
prowizorycznych grobach, aby uniknąć epidemii, a teraz odkopywano, aby
należycie pochować.
Inna ekipa układała na ziemi zwłoki, które przynoszono z obozu
uchodźców.
Zabici leżeli obok siebie w białych, poplamionych krwią
prześcieradłach,
podczas gdy często histeryzujący z bólu przyjaciele i członkowie
rodzin
podchodzili, aby ich zidentyfikować. Były tam także ciała kobiet i
dzieci.
Jak już powiedziałam, 40 zabitych było cywilami, a nie bojownikami
uzbrojonymi w karabiny i stawiającymi czoło szóstej najpotężniejszej
armii
świata. Niektórzy zabici ciągle leżeli tak głęboko pod ruinami swoich
domów,
że jeszcze nie można było ich wydostać. Chodziłam po ponurych ruinach
domu,
pod którymi - pod moimi stopami - spoczywały trzy ciała; widać było
tylko
zelówkę buta jednej z nich. Wiedziałam, że tam leżą, bo je odkopywano,
a
wokół czuło się zapach śmierci. Obserwujące tę scenę dzieci zakrywały
sobie
dłońmi usta i nosy. Sanitariusze i członkowie ekip ratunkowych mieli
białe
maseczki, aby praca była znośniejsza. Członek Palestyńskiego
Czerwonego
Półksiężyca zanotował nazwiska trzech braci poległych w walce z
Izraelczykami. W innej części obozu spotkałam kobietę z twarzą bez
wyrazu,
której towarzyszył mężczyzna; przetłumaczył mi, że straciła wszystkich
swoich
czterech synów - dwóch ostatnich podczas oblężenia Dżeninu.
Około 20 zabitych było ,,uzbrojonymi bojownikami", którzy walczyli z
Izraelczykami. Liczy się, że będziemy uważali, iż Izrael stoczył tam z
tymi
bojownikami walkę na śmierć i życie, że chodziło o akt obrony
koniecznej.
Zmusza się nas, byśmy wspominali do dużej liczbie żołnierzy
izraelskich,
którzy zginęli walcząc z tymi terrorystami. Niektórzy przypominają mi,
że
toczy się wojna.
Nie - mamy do czynienia z nielegalnym aktem agresji, dokonanym przez
wojujące
mocarstwo okupacyjne na narodzie, który zgodnie z prawem
międzynarodowym ma
prawo do oporu wobec oblężenia swoich ognisk domowych. Palestyńczycy
mieli i
nadal mają prawo do oporu. Proszę przeczytać rezolucję Zgromadzenia
Ogólnego
Narodów Zjednoczonych nr 42/159 z 7 grudnia 1987 r., w której potępia
się
terroryzm międzynarodowy, ale rozróżnia się między nim a prawem
narodów do
walki z okupacją swoich ziem. ,,Nic w niniejszej rezolucji nie może w
żaden
sposób szkodzić prawu do samostanowienia, wolności i niepodległości,
wynikającemu z Karty Narodów Zjednoczonych, tych narodów, które siłą
pozbawiono owego prawa (...) a w szczególności poddanych reżimom
kolonialnym
i rasistowskim i obcej okupacji czy innym formom panowania
kolonialnego, ani
(...) prawu wspomnianych narodów do prowadzonej w takim celu walki
oraz do
występowania o pomoc i jej uzyskiwania (zgodnie z Kartą i innymi
zasadami
prawa międzynarodowego)."
Żadne zniekształcenia, żadne mity ani kłamstwa generowane przez nasz
rząd,
przez rząd Izraela i nasze media nie są w stanie przekreślić tego
prawa do
oporu.
Kto postanowił, że walka jest słuszna tylko wtedy, gdy jedna ze stron
jest
bezbronna? Jakież to absurdalne rozumowanie może dać takim tyrańskim
państwom, jak nasze czy jak Izrael, dysponującym olbrzymimi arsenałami
środków zniszczenia, prawo do wymagania od słabszych narodów, aby
złożyły
broń, otworzyły swoje drzwi przed ,,inspekcjami" i zrezygnowały ze
swojego
znikomego handlu bronią, gdy supermocarstwa zbroją się na skalę bez
precedensu, która do niedawna wydawała się niemożliwa, i proklamują
swoje
prawo do zabijania nawet wtedy, gdy się ich nie prowokuje?
Po to, by mówić o pokoju, nie można zaczynać od żądania rozbrojenia
się
słabszego, lecz od rozbrojenia się silniejszego. Bierny opór jest
bezskuteczny, gdy tych,