-
Pazura: Jestem męską szowinistyczną świnią i feministą | "boukun" <boukun...
"Mam kolegów, którzy, gdy jadą do Ameryki lobbować za swymi filmami, licząc
na swe szanse oscarowe, to zakładają jarmułki. To żałosne" - mówi
DZIENNIKOWI Cezary Pazura.
Robert Mazurek: Skoro karnawał i Cezary Pazura, to znaczy, że porozmawiamy o
Panu Bogu.
Cezary Pazura*: Bardzo dobry pomysł, chociaż ja jestem grzesznikiem
(śmiech). Modlę się, chodzę do Kościoła, ale zauważyłem, że teraz wszyscy są
religijni, to stało się modne. Młodzi aktorzy mówią w wywiadach, jak oni
"czują to coś", że "to jest taka siła", to jest zen, kosmos, coś tam
jeszcze. Boże, co za slogany! Ja jestem katolikiem i nie muszę niczego
szukać nigdzie indziej, na Wschodzie. Ja to mam w "Ojcze nasz".
Słuchanie Radia Maryja też jest modne? Bo pan go broni.
A dlaczego mielibyśmy odbierać mu prawo do istnienia? Jest przecież
demokracja, wolny wybór. W TVN słyszę, że staruszki pod katedrą obrzuciły
dziennikarzy obelgami. Oglądam relację i słyszę, że chcą, by wzięli te
kamery, ale ani jednej obelgi.
Ale może broni pan złej sprawy?
A dlaczego złej? Co jest tam złego, nie rozumiem? Do mnie nie przemawiają
powszechnie rzucane oskarżenia. Ilekroć słuchałem Radia Maryja, a słucham go
czasem, zwłaszcza w podróżach, zawsze trafiałem na dobre, wartościowe
audycje. Nigdy nie natknąłem się tam na przykład na treści antysemickie.
A pamięta pan felieton Stanisława Michalkiewicza?
Ja go wysłuchałem i jestem przekonany, że oskarżanie go o antysemityzm było
nieporozumieniem. Oczywiście trzeba bardzo uważać na słowa, ale tam wyrwano
coś z kontekstu, przez co zabrzmiało to zupełnie inaczej. Zawsze warto
przyjrzeć się temu, jaka jest intencja wypowiedzi. Zresztą w ogóle myślę, że
problem polskiego antysemityzmu jest nadmuchany. Szuka się go często tam,
gdzie go nie ma. Byłem w Toronto na festiwalu filmowym i tam po pokazie
filmu "Deborah" wybuchła dyskusja: dwóch starszych panów spierało się o
antysemityzm, a film był w ogóle o miłości, tyle tylko że chodziło o
Żydówkę. I ja, i nikt inny w tym filmie problemu antysemityzmu nie widział.
A w rzeczywistości go pan nie dostrzega?
Widziałem napis "ŁKS Żydy" czy "Widzew Jude", jakoś tak. Ktoś na studiach
udowadniał, że całym show-biznesem światowym rządzą Żydzi. I mam kolegów,
którzy, gdy jadą do Ameryki lobbować za swymi filmami, licząc na swe szanse
oscarowe, to zakładają jarmułki. To żałosne.
Nie słyszał pan o ks. Jankowskim?
Różne rzeczy czytałem w gazetach, ale mówię o osobistym kontakcie. Ja
osobiście nie mogę do końca zrozumieć tego problemu. Może poruszam się
innymi kanałami niż antysemici. Nie wiem, w każdym razie nie spotkałem się z
żadnymi napaściami na ludzi ze względu na pochodzenie żydowskie.
Opowiadał pan, że był najdłużej służącym ministrantem.
Do 27. roku życia. Potem mi się dziecko urodziło, a z wózkiem pod ołtarz nie
wpuszczali (śmiech). Ale ministranci są najbardziej narażeni na działanie
szatana. To udowodnione, że im bliżej ołtarza, tym on bardziej działa.
Zresztą wystarczy spojrzeć w kościele - boimy się przyjść bliżej ołtarza, co
znaczy, że jakoś tam demon w nas działa. Wiem to po sobie.
Szatan działał w pańskim życiu?
Najwięcej problemów miałem zawsze z wyjściem do kościoła: coś mi dokuczało,
byłem zakatarzony, bolała mnie głowa. Jak tylko msza się kończyła -
wszystkie dolegliwości mijały jak ręką odjął. To dowód na takie drobne,
codzienne działanie szatana. Inny przykład: w kościele w Ujeździe na
sklepieniu wymalowany jest Jezus z sześcioma apostołami po jednej i
sześcioma po drugiej stronie. I kiedyś podczas mszy świętej mnie i mojemu
bratu do głowy przyszedł ten sam żart, w tym samym momencie: to Jezus, a ci
obok to jego ochroniarze. Ten sam żart świta w tym samym momencie, podczas
mszy świętej, dwu niezależnym osobom. Racjonalnie tego się wytłumaczyć nie
da, coś w tym jest.
A miał pan poczucie boskiej ingerencji?
Bóg ingeruje w życie każdego człowieka. Każdy z nas dotknął boskości, bo
jesteśmy jedynymi ssakami, które mogą abstrakcyjnie myśleć, mają duszę, mogą
zmieniać rzeczywistość, kreować ją.
Do seminarium pan nie wstąpił.
Odkąd pamiętam, zawsze chciałem być aktorem, ale w maju 1981 roku, kiedy
zdawałem maturę, utwierdziły mnie w tym dwa wydarzenia. Proszę sobie
przypomnieć tę atmosferę: "Solidarność", ulotki, gazetki, wszyscy jesteśmy
antykomunistami, takie klimaty. A mnie wzywa dyrektor szkoły i mówi, że mam
prowadzić wielką akademię pierwszomajową w kinie Włókniarz w Tomaszowie
Mazowieckim - czerwona impreza kończąca się tym, że spadał deszcz czerwonych
chorągiewek na scenę. No to tłumaczę mu, że ja niekoniecznie, bo mam inne
poglądy itp., że w ogóle nie ma mowy. A dyrektor do mnie: "A ty wiesz,
dziecko, że jesteś w maturalnej klasie? Nie powinieneś odmawiać". I ja
jedyny nie dałem się przekupić, bo za uczestnictwo dawali bony książkowe,
lornetki teatralne, aparaty Druh. Ale zrobiłem to samo co inni, ale ze
strachu (śmiech). Przestraszyłem się po prostu. A nagrodę też dostałem.
Jaką?
Pierwszy sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR w Piotrkowie Trybunalskim
zaprosił mnie na rozmowę i mówi: "Jesteście młodzi, Pazura, należycie do
organizacji? Bo trzeba pomyśleć o przyszłości, a przed takimi jak wy,
Pazura, stoi ona otworem. Wy macie dar przekonywania, możecie daleko zajść.
Sprawdziliśmy wasze oceny, same piątki.". Ja na to, że nie, nie, średnia
4,8, ale on niezrażony zapowiada mi, że dostanę główną nagrodę - spośród
tych, którzy brali udział w akademii. Ucieszyłem się, bo pomyślałem, że
czeka mnie pociąg przyjaźni, pewnie pojadę do Moskwy. Ale główną nagrodą był
udział w egzekutywie KW PZPR i uścisk dłoni I sekretarza (śmiech). Uścisk
zaliczyłem od razu, a z egzekutywy wymigałem się chorobą, choć sekretarz
namawiał, że będzie coca-cola i słone paluszki.
To pierwsze wydarzenie, a drugie?
Tydzień później witałem w naszej parafii biskupa. Przygotowałem się
starannie, napisałem wypracowanie o tym, co myśli młodzież, która nigdy
Kościoła nie zdradzi, bo Kościół jest naszą ostoją i biskup może na nas
polegać. Na dodatek pięknie to zagrałem. Starsze panie autentycznie płakały.
Kiedy całowałem biskupa w pierścień, szepnął mi, żebym przyszedł do
proboszcza na obiad. Poszedłem, a biskup: "Pięknie to powiedziałeś, moje
dziecko, ty to tak sam napisałeś? A gdzie się wybierasz na studia? Bo ciężko
o powołania, a na takich ludziach jak ty, dziecko, bardzo nam zależy". Swoją
drogą, babcia by się ucieszyła, bo kiedy jej kiedyś powiedziałem, że myślę o
seminarium, to mi posyłała po 100 złotych miesięcznie. Ale wróciłem do domu
z pełną głową, bo tu czerwoni, tu czarni.
I wszędzie mnie chcą? Ale musiała pana duma rozpierać.
Nawet nie, zacząłem wierzyć w siebie. W końcu wybrałem błazenadę i poszedłem
w aktorstwo. Bo ja ani nie byłem ideologiem, ani fanatykiem religijnym.
To się jeszcze okaże.
A pewnie, Oriana Fallaci też nie była fanatyczką, a wyszło jak wyszło.
Raz pan zaangażował się politycznie.
W 2000 roku powiedziałem, że będę głosował na Kwaśniewskiego. Zrobiłem to
pierwszy i ostatni raz, bo mi się dostało, że komuch jestem, że dlatego
zrobiłem karierę. Z drugiej strony gratulował mi tego później pan Oleksy, a
teraz Olejniczak wita mnie jako ich fana. Co za nonsens!
Ale co panu odbiło, żeby na niego głosować?
To była moja ówczesna decyzja, a że mnie spytali, to powiedziałem. Poza tym
to była prowokacja, miałem już ich wszystkich dosyć.
Pogratulować wyboru: to było po całowaniu ziemi kaliskiej.
Ale to nie on, to Siwiec! On go tylko namawiał, pijani byli.
W Charkowie pijany stał nad grobami pomordowanych żołnierzy.
On był na Ukrainie, a ja tam mam rodzinę i wiem, co to znaczy być gościem na
Ukrainie. Tam ciężko stać prosto. Widocznie pozwolił, by gospodarze okazali
mu swą gościnność (śmiech). Wygłupiam się oczywiście. Ma pan rację, nie
powinno się takich rzeczy robić.
Był pan dumny z jego prezydentury?
Decyzji wyborczej nie żałuję, byłem zawiedziony swoim w tym udziałem i mam
nauczkę do końca życia, by się w takie rzeczy nie angażować.
Jest pan popularny, więc kiedy zachęca pan do głosowania na kogoś.
Wiem, wiem, ludzie mogą mi uwierzyć.
A pan się tak zna na polityce, jak ja na aktorstwie.
I jak politycy na sztuce lub kinematografii. (śmiech) Jestem naiwny jak
dziecko. Aktorzy w ogóle nie powinni się angażować w politykę i takich
rzeczy robić! Gdy mnie teraz pytają o zdanie, to zdecydowanie odradzam.
Miałem podobne propozycje nawet ostatnio, ale stanowczo odmawiam. To nie są
Stany Zjednoczone, gdzie aktorzy mogą głośno mówić, że są przeciwko Bushowi.
To akurat odruch stadny! 95 procent aktorów bezrefleksyjnie popiera tam
Demokratów.
Może ma pan rację. U nas też ogromna większość aktorów popiera środowiska
liberalne.
A pan Kwaśniewskiego.
W 2000 roku.
A teraz?
Nie powiem. Usta mam raz na zawsze zamknięte pieczęcią tajemnicy.
Poplotkujmy więc o aktorach.
Aktorzy są jak dzieci, trzeba się nimi opiekować, powinni mieć swoich
doradców, opiekunów. Aktorki chcą wyjść na scenę i się podobać, a aktorzy
prócz tego chcą jeszcze wiedzieć, ile zarobią. Oni się w ogóle na życiu nie
znają, a każdy chce być mądry, więc się wypowiada.
Na temat podatków, przerywania ciąży, lustracji.
A później czytamy różne głupie rzeczy, nieprawdopodobne! Ale to wy,
dziennikarze, nas o to pytacie. To, co ja teraz robię, to największa głupota
na świecie. Pan mnie namówił na rozmowę, a ja szczerze chciałbym, by mnie
nie traktowano jak autorytetu w sprawach ostatecznych!
Przyłączam się do tej prośby. Ale ja nie pytam pana, jak powinien wyglądać
świat, tylko pytam o pańskie poglądy, bo pan publicznie o nich mówił.
I bardzo dobrze. Wie pan, chyba jeszcze gorsze są takie wywiady z aktorami o
pracy, o tym, co się czuje, "jak się robi rolę". To nadymanie się. To jest
żenujące, masakryczne! Nie lubię tego. A później jest festiwal w Gdyni czy
Orły, mnóstwo nagród, a ja znam może ze trzy filmy z tych nagrodzonych,
podobno świetnych. Choć z drugiej strony to dobrze, bo każdy się na jakąś
nagrodę załapie (śmiech).
Ale Oscara chciałby pan dostać.
A kto by nie chciał? Nie zagrałem jeszcze takiej roli ani nie zagrałem w
takim filmie, by się do tego przymierzać, ale kto wie, może kiedyś? Może uda
mi się coś wyprodukować?
Nie przepada pan za środowiskiem.
Jak słyszę "środowisko filmowe", to mi się słabo robi. Nie lubię żadnego
środowiska, dziennikarskiego również. Ja naprawdę lubię ludzi, choć mój
zawód predestynuje do rywalizacji, odosobnienia. Pewnie dlatego częściej
rozmawiam z prawnikami.
Ma pan aż tyle spraw w sądzie?
Nie, ale żona jest prawniczką.
Z pierwszą żoną miał pan ślub kościelny?
Tak, ale uznano to małżeństwo za nieważne. Ja nie chciałem się rozwieść, ale
po prostu któregoś dnia żona wyszła z domu i nie wróciła, zostawiła mnie
samego z dzieckiem. I zacząłem sobie życie układać inaczej. Osiem lat
walczyłem o to, by móc stanąć z Weroniką przed ołtarzem. Bardzo mi na tym
sakramencie zależało, bo to piękna rzecz, przyrzec komuś wierność i miłość
do śmierci. Tylko że takie rzeczy jak wierność, dziewictwo, to już dla wielu
ludzi abstrakcja. Niech pan powie o dziewictwie, to młode dziewczyny
wybuchną śmiechem.
Pana córka też się śmieje, gdy jej pan o tym mówi?
Nie, ona jest inna, pewnie jak jej tatuś. Albo mnie oszukuje, ale raczej
nie. W każdym razie dziś ma 17 lat i absolutnie nie jest zepsutą dziewczyną.
Chodzi do szkoły katolickiej.
Dlaczego posłał pan dziecko do szkoły katolickiej?
A do jakiej? Sama chciała. Ja i tak jestem załamany, że w tej szkole
dziewczynom na wszystko pozwalają. A było tak fajnie, mundurki miały. A
teraz mogą ubierać się jak chcą, bo szkoła chce być nowoczesna i siostry się
na to godzą.
Cezary Pazura posłał córkę do zakonnic?!
Tak, do nazaretanek.
I dla pana jest tam zbyt swobodnie?
Oczywiście! Po to dałem dziecko do szkoły katolickiej, by je jakoś
naprostować, a nie po to, by tam mogła robić co się chce.
Córka lubi pana jeszcze?
Uwielbia. Może pana załamię, ale ona się ze mną zgadza. Oczywiście mamy też
w domu burzliwe rozmowy o wszystkim: eutanazji, aborcji, seksie
przedmałżeńskim. I moja córka, siedemnastolatka, w XXI wieku uważa, że to
wspaniałe móc być blisko z mężczyzną dopiero po ślubie. Imponuje mi.
Śmieje się pan, a potem załamuje pan ręce, że młodzi kpią z dziewictwa.
No stało się, co mam robić?
Użyjmy pana logiki: albo ma pan świadomość grzechu i pan tego żałuje, albo
pan jej nie ma i mi tu ściemnia o przywiązaniu do religii.
No właśnie. A to jest grzech? Strasznie ciężkie pytanie mi pan zadał, bo ja
nie żałuję.
Ale co pan powiedziałby córce? Że to grzech?
Z punktu widzenia młodziutkiej kobiety to inaczej wygląda.
Jest pan męskim szowinistą.
Jestem męską szowinistyczną świnią, tak jest. Ale jednocześnie jestem
feministą, bo ja kobietom pomagam. Finansowo. (śmiech) A poza tym każdy ma
prawo do własnych poglądów i jeśli moje dziecko ma dobre, to tylko się
cieszyć.
Jest pan naprawdę potworem.
Teraz to i pan się śmieje.
Bo mnie pan rozśmiesza.
Ale kobiety naprawdę trzeba utrzymywać, pomóc, żeby szkoły pokończyły,
jeździły dobrymi samochodami. Poza tym ja pewnych granic nie przekraczam,
żony nie zdradzam. A pan na mnie napada, że ja grzeszę. Zupełnie jak mój mój
kolega ksiądz, który przychodzi do mnie i mówi: "Czarek, wyspowiadaj się,
dawno się nie spowiadałeś". A ja do niego: "Ja nie grzeszę". Ale się
zaperzył! Krzyczy na mnie: "Każdy grzeszy, ja też!". "Henryku - mówię - to
twój problem, stary". Co to są za grzechy. Tylko takie tam słabości.
Przecież ja nawet nie palę papierosów. Od ośmiu dni.
Ideał, nie człowiek.
I alkoholu nie piję od siedmiu miesięcy.
Pan chciałby być katolicką Dodą Elektrodą, co to i do kościoła pójdzie, i o
seksie opowie.
Popłaczę się zaraz. (śmiech) A tak serio, to przecież Kościół sam zastanawia
się nad zniesieniem celibatu.
Bo go ustanowił. A czystości przedmałżeńskiej nie.
A gdzie to jest w przykazaniach?
Szóste: nie cudzołóż.
To nie jest o czystości przedmałżeńskiej.
Ależ oczywiście, że jest.
To widzę, że pan się świetnie zna. W ten sposób każda myśl jest grzechem, a
normalny facet, jak czytałem, myśli o seksie 30 razy na minutę.
Rozmawiając ze mną, myśli pan o seksie co dwie sekundy? Czuję się zagrożony.
Jeszcze nie zdążyłem, potem to nadrobię. No dobrze, dobrze, zgadzam się z
panem. Tylko nie wiem, jak się z tym ułożyć. Hm, ja chyba jednak nie jestem
ortodoksyjny.
Nie ma pan więc ochoty zostać polskim Melem Gibsonem?
Bo on ostatnio zwyzywał Żydów? Na to nie mam ochoty. Poza tym jechał po
pijaku, czego ja też robić nie mam zamiaru. Wie pan dlaczego? Kręciliśmy
kiedyś coś w więzieniu i jeden strażnik mówi do mnie: "Panie Pazura, niech
pan nie jeździ po pijaku, bo pan nie może być w więzieniu. Pan ma taką ładną
pupę". Więc nie jeżdżę. A o czym myśmy mówili? Dlaczego pan pytał akurat o
Gibsona?
Bo to ortodoksyjny katolik, który robi kontrowersyjne, mocne filmy.
Brakuje mi mocnych tematów. W tym roku debiutuję jako reżyser i będzie to
film chuligański, nowy gatunek. I czekam na film o księdzu Popiełuszce.
Niech pan zrobi film o Andrzeju Boboli: charyzmatyczny, wybuchowy, pociągał
możnych, a trafił na Polesie i tam Kozacy obdarli go ze skóry, bo nie chciał
przejść na prawosławie. I już ma pan swoją "Pasję".
Wie pan co, mnie już obwoływali polskim Jimem Carreyem. Ja jednak chcę robić
kino rozrywkowe. Do tego bardziej się nadaję.
--------------------------------------------------------------------------------
Cezary Pazura, aktor. Ukończył studia na Wydziale Aktorskim Państwowej
Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Zagrał w ponad
55 filmach produkcji polskiej, austriackiej, niemieckiej. Laureat Złotej
Kaczki ( nagrody miesięcznika "Film") w kategorii najlepszy aktor w latach:
1993, 1997 i 2003. Znany jest z ról m.in. w filmach: "Nienasycenie" Wiktora
Grodeckiego, "E=mc2" Olafa Lubaszenki, "Kariera Nikosia Dyzmy" Jacka
Bromskiego, "Dzień świra" Marka Koterskiego, "13 Posterunek" Macieja
Ślesickiego, "Kiler" Juliusza Machulskiego, "Szczęśliwego Nowego Jorku"
Janusza Zaorskiego
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=27939
boukun
-
Re: Pazura: Jestem męską szowinistyczną świnią i feministą | "Sanctum Officium" <brak...
"boukun"
news:fahruv$anl$1...
(...)
Gratuluję Cezarowi Pazurze odwagi. Nie jest łatwo publicznie przyznać się do
sympatii wobece RM.
MK
-
Re: Pazura: Jestem męską szowinistyczną świnią i feministą | "Tomasz Kawka" <tomk...
"Sanctum Officium"
news:fahsav$3ab$1...
> "boukun"
> news:fahruv$anl$1...
>
> (...)
>
> Gratuluję Cezarowi Pazurze odwagi. Nie jest łatwo publicznie przyznać się
> do
> sympatii wobece RM.
Cenię Czarka za wyjątkowe poczucie humoru.
-
Re: Pazura: Jestem męską szowinistyczną świnią i feministą | "Sanctum Officium" <brak...
"Tomasz Kawka"
news:fahsqn$dhg$1...
> "Sanctum Officium"
> news:fahsav$3ab$1...
> > "boukun"
> > news:fahruv$anl$1...
> >
> > (...)
> >
> > Gratuluję Cezarowi Pazurze odwagi. Nie jest łatwo publicznie przyznać
się
> > do
> > sympatii wobece RM.
>
> Cenię Czarka za wyjątkowe poczucie humoru.
Naprawde dobry aktor i nie ma nasrane pod czaszką jak większość aktorów. Nie
jest komunistą, trockistą, fanatycznym ateistą czy rozkapryszonym
nowobogackim przygłupem.
MK
-
Re: Pazura: Jestem męską szowinistyczną | Pomian <pomiamnospam...
Sanctum Officium pisze:
> Gratuluję Cezarowi Pazurze odwagi. Nie jest łatwo publicznie przyznać się do
> sympatii wobece RM.
>
>
> MK
>
Z toku jego wypowiedzi wynika, ze on lubi RM i o. Rydzyka,
tak jak sie lubi malpy w cyrku. Za rozrywke jaka daja.
I tu sie z Pazura zgadzam, ale aktorzyna z niego cieniutki.
tp