Dyskusje / Pierwsze moto: GS500E - lekka mina...

  • Pierwsze moto: GS500E - lekka mina... | danielu2501...
    No i stało się! Po latach oglądania maszyn kolegów, zbierania
    "Motocykla" i "Świata Motocykli" i ujeżdżania dziwnych sprzętów po
    wiejsko-polnych drogach (z braku ich dopuszczenia do normalnego ruch)
    zakupiłem własny sprzęt. Padło na Suzi GS500, ale nie byłem specjalnie
    przywiązany do marki czy modelu. Równie dobrze mogłem mieć CB500/ER5/
    XJ600 lekkie enduro lub cokolwiek około 500ccm i 50KM.
    Wygląda tak: [URL=http://imageshack.us][IMG]http://
    img180.imageshack.us/img180/7923/suzire3.jpg[/IMG][/URL]
    Dziadek stojący przy niej to podobno właściciel - przynajmniej
    figuruje w papierach. Nie za bardzo go widzę na tym sprzęcie, ale kto
    wie. Wspominał coś o synu który także jest motocyklistą, więc może
    prawda o głównym użytkowniku moto jest nieco inna.
    Sprzęt jest z roku 1999, wg licznika przelatał 17000 mil (mieszkam w
    UK) czyli jakieś 27Kkm. Wygląd przyzwoity, nawet słynne spawy
    przyzwoite. Motocykl ze świeżutkim przeglądem, ale jak poczytacie
    poniżej był on chyba załatwiony po przyjacielsku.
    Przed zakupem wybrałem się z kolegą na oglądanie sprzętu (on równie
    zielony jak ja, ale zawsze to dodatkowa para oczu) i przejażdżkę.
    Oglądnąłem sobie wszystko, pofociłem, spisałem numery w celu
    sprawdzenia na okoliczność kradzieży/niespłaconego kredytu i wróciłem
    do domu co by nieco ochłonąć.
    Po kilku dniach jeszcze raz odwiedziłem dziadka tym razem uzbrojony w
    kask, rękawice, kurtkę i odpowiednią kwotę w banknotach z wizerunkiem
    królowej. Cena wyjściowa 1100 funtów po zaciekłych targach została
    obniżona do 1025 (co Szkot to Szkot - a tak ładnie by wyglądał okrągły
    tysiączek) i transakcja została dokonana.
    Jako że to moje pierwsze moto i pierwszy sprzęt o pojemności większej
    od "emzetki" kilkanaście minut poświęciłem na jazdę zapoznawczą po
    czym obrałem kierunek na dom. Spokojniutko, stówka na zegarze i jedno
    oko na lusterkach, jedna ręka na heblach (ach te opowieści o
    niewidomych katamaraniarzach) ogólnie stan podwyższonej gotowości. I
    pełnia szczęścia.
    Do kompletu z motocyklem zakupiłem kask Caberg z podnoszoną szczęką (z
    racji bycia okularnikiem), kurtkę Frank Thomas, buty Nitro i rękawice.
    Nie dorobiłem się jeszcze spodni, mam za to nakładki-ocieplacze na
    kolana, bo po jeździe miałem problemy z wyprostowaniem nóg.
    No i pierwsze problemy: jakoś tak dziwnie się Suzi zachowuje na
    końcowych metrach hamowania przodem. "Pompuje" nieco. Dziwne, tarczę
    oglądałem i wyglądała OK. Teraz patrzę i wyraźnie widzę jak ślicznie
    zakręca! O k...a! Albo raczej o f...k! Żeby nie było wątpliwości
    szybka rundka do serwisu Suzuki i mechanik potwierdza moją diagnozę.
    No to mamy wydatki. Nowa tarcza zamówiona, klocki też, czekam na
    dostawę.
    Kilka dni i mam tarczę. Pytam serwis ile za wymianę, a oni że to
    godzina roboty więc 40 funtów + VAT = 47. Dziękuję, nie skorzystam.
    Popołudniu z córeczką plątającą się pod nogami zrobiłem to sam w pół
    godziny. Odkrywając przy okazji totalnie zapieczony zacisk hamulcowy!
    Kurde, zacząłem myśleć jak ja się do cholery zatrzymywałem tym moto
    przez ostatni tydzień? Więc oto jestem tutaj przed kompem ryjąc fora i
    sklepy netowe w poszukiwaniu nowego zacisku. Ceny przerażają! Chyba
    poszukam samego zestawu do regeneracji, albo używki. Dlaczego tarcza
    do GS kosztuje tutaj 115 funciaków a hurtownia w której pracuję
    sprzedaje wielką wentylowana krowę do Porsche Boxtera za 70? Zacisk do
    moto 140-150 funtów, cena do dowolnego samochodu śmiesznie niska!
    Teraz pytania.
    Pytanie dotyczące regeneracji: jak wypchnąć zapieczone zaciski?
    Czytałem o sprężonym powietrzu, ale nie mam dostępu? Podłączyć zacisk,
    zalać płynem i "wypompować"? Pewnikiem wyjdzie jeden a drugi ani
    drgnie. Słyszałem też o zamrażaniu które ma pomóc obluzować zapieczone
    części...
    Pytanie dotyczące zacisku: szukałem na eBayu i wpadły mi w oko zaciski
    do Bandit-a 600, wyglądają identycznie na fotkach, ktoś może
    potwierdzić och zgodność (dokładniej prawego zacisku "Bandyty") z
    GeEsem?

    Podro.

    Daniel vel motoko

  • Re: Pierwsze moto: GS500E - lekka mina... | danielu2501...
    Link do fotki (coś się tam wyżej skaszaniło):
    http://img180.imageshack.us/my.php?image=suzire3.jpg

  • Re: Pierwsze moto: GS500E - lekka mina... | Maciej Bodus <forestgtujest...
    danielu2501...
    > No i stało się! Po latach oglądania maszyn kolegów, zbierania
    > "Motocykla" i "Świata Motocykli" i ujeżdżania dziwnych sprzętów po
    > wiejsko-polnych drogach (z braku ich dopuszczenia do normalnego ruch)
    > zakupiłem własny sprzęt. Padło na Suzi GS500, ale nie byłem specjalnie
    > przywiązany do marki czy modelu.
    gratuluję :)

    > No i pierwsze problemy: jakoś tak dziwnie się Suzi zachowuje na
    > końcowych metrach hamowania przodem. "Pompuje" nieco. Dziwne, tarczę
    > oglądałem i wyglądała OK. Teraz patrzę i wyraźnie widzę jak ślicznie
    > zakręca! O k...a! Albo raczej o f...k! Żeby nie było wątpliwości
    > szybka rundka do serwisu Suzuki i mechanik potwierdza moją diagnozę.
    > No to mamy wydatki. Nowa tarcza zamówiona, klocki też, czekam na
    > dostawę.
    hehehe, niestety ale zaciski trzeba czyścić co jakiś czas bo się mnóstwo
    syfu zbiera. Jak patrzyłem w serwisówce do fazera 600 to nawet co 2 lata :)

    > Pytanie dotyczące regeneracji: jak wypchnąć zapieczone zaciski?
    > Czytałem o sprężonym powietrzu, ale nie mam dostępu? Podłączyć zacisk,
    > zalać płynem i "wypompować"? Pewnikiem wyjdzie jeden a drugi ani
    > drgnie.
    ja miałem podobny objaw, jeden tłoczek wychodził, drugi nie chciał za
    cholerę, ale jest na to banalny sposób:
    kupić butelkę nafty,niezbyt duży pędzel i mieć czystą szmatkę do
    podarcia. Do zestawu należy dodać klucz franuski (ja taki miałem) albo
    cokolwiek innego co jest wytrzymałe i da się tym przytrzymać zacisk
    który wychodzi lekko.

    Przytrzymać przy pomocy rzeczonego klucza łatwo wychodzący zacisk i
    pompować klamką hamulca. Nie ma bata żeby nie wyszło.Nie wypychasz do
    końca tylko do momentu kiedy widzisz że wychodzi część tłoczka, która
    nie jest zabrudzona. Bierzesz szmatkę lub pędzelek, moczysz w nafcie i
    czyścisz do połysku tłoczek. Trochę to potrwa, ale efekt będzie git. Jak
    skończysz jeden tłoczek, wpychasz go spowrotem i taką samą operację
    przeprowadzasz dla kolejnego.

    pozdr
    maciej

  1  

Podobne